Słucham właśnie pięknej ballady "Are you going to Scarborough fair" i to ona natchnęła mnie do stworzenia tej notki. Myślę, że może wam się podobać. Miłego czytania życzę!
Rozdział 19
Integral szła po schodach na górę. Nagle usłyszała dzwonek wewnętrznego telefonu. Ponieważ Walter był w lochach, odebrała.
- Sir Hellsing, słucham.
- Sir Hellsing? Mamy gościa.- Dzwonił strażnik rezydencji. Nawiasem mówiąc, ćwierć-wampir.
- Kogo, do wszystkich diabłów?
- Och, mówi, że “przybył z misją poselską”. Z jakiegoś Zakonu Smoka , czy innej jaszczurki...
- Co?! Dawaj go tu!- Inte rzuciła słuchawką.- Poseł, kurwa jego mać!- Zaklęła paskudnie- Spryciarz, chce być nietykalny. Argh!- Warknęła i pobiegła do gabinetu. Usiadła przy biurku i zapaliła cygaro. Znów dzwonek. Odebrała słuchawkę.- Do gabinetu. Natychmiast.- Po chwili zjawił się poseł, prowadzony przez jednego z żołnierzy.
- Witam sir Hellsing.- ukłonił się dwornie- Spodziewałem się kogoś...
- Starszego?- Przerwała mu, nie siląc się na powitania.
- Brzydszego. A tu taka piękność...
- Ale psikus...- mruknęła, kompletnie ignorując komplement. Dużo przyjemniej słucha się komplementów Alucarda.- Przybył tu pan w charakterze posła. Słucham więc, co chce mi pan przekazać.- Chciała dodać “i poszedł won”, ale się powstrzymała.
- Och, Wielki Mistrz naszego Zakonu żąda wydania wampira.
- Panie “pośle”, bądźmy realistami. Przecież oboje dobrze wiemy, że się nie zgodzę. Nawet, gdyby pańska... prośba była wyrażona w grzeczniejszej formie.- Uśmiechnęła się złośliwie. Ten człowiek kpił z niej, czy co? Stwierdziła, że nawet nie ma sensu się denerwować. Po prostu weźmie przykład z Alucarda i będzie wredna, wykurzająca i złośliwa.
- Mój Mistrz przewidział odpowiedź odmowną...
- No proszę, najpierw zaskakuje mnie bezczelnością, teraz inteligencją... ma coś jeszcze w zanadrzu?
- Tak. Wielkie oddziały, gotowe wykonać każdy jego rozkaz.
- O?! Posłuchaj mnie, panie ośle... och, przepraszam, pośle. Ja również mam wielkie oddziały. Mieszkam w twierdzy, której jeszcze nikt, nigdy nie zdobył i równie wielkie oddziały.- "Mam też potężnych sojuszników. Ale tego nie musi wiedzieć...", pomyślała.
- Nie przeceniaj się sir Integral.
- Nie przeceniam się. Stwierdzam fakty. I nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na “ty”. Uważaj, mimo, że jesteś posłem i twoja osoba jest teoretycznie nietykalna, może ci się przydarzyć wypadek poza granicami rezydencji.
- Sir ośmiela mi się grozić?
- A kim ty niby jesteś? Włazi mi do domu, stawia nierealne żądania, grozi żołnierzami i jeszcze ma pretensje. Człowieku, umiejętności dyplomatyczne to ty jednak powinieneś natychmiastowo potrenować. Trafisz na kogoś, kto ma mniej cierpliwości i wyrozumiałości niż ja, a wtedy możesz wyjść z dziurą w bebechach. Przekazałeś, co miałeś do przekazania, a teraz żegnam pana posła ozięble.
- Pożałujesz tego, sir Hellsing.
- Och, kto pożałuje, to się jeszcze zobaczy.- Powiedziała, uśmiechając się krzywo. Podłapała ten śmieszek u Alucarda. Odczekała, aż zakonnik wyjdzie ze strażnikiem, stojącym dotąd za drzwiami i wykręciła numer budki strażniczej przy bramie wyjazdowej rezydencji.
- Zawiadom mnie, kiedy szanowny pan poseł będzie wyjeżdżał z bramy.
- Rozkaz, sir!
- I obserwuj go jak najdłużej możesz.
- Tak jest, sir!
- Możesz zakłócić mu sygnał telefonu tym urządzeniem, na które wydałam fortunę?
- Oczywiście, sir!
- Aha i jaka jest marka jego samochodu?- Integral natychmiast uzyskała żądane informacje, włącznie z rejestracją i kolorem tapicerki. Full serwis. Była szczerze dumna ze swoich żołnierzy. O nic nie zapytał, nie zaprotestował, w żaden sposób nie wyraził swojego zdziwienia. To się nazywa wyszkolone wojsko!
- Victoria!- Zawołała w pustą przestrzeń. Po trzech sekundach zjawiła się policjantka. Zdążyła odprowadzić wyczerpaną Elżbietę do biblioteki, gdy usłyszała wołanie Integry.
- No, co tam szefowa potrzebuje?- Wyszczerzyła się zachęcająco.
- Mam taki jeden problem. Ten problem jedzie właśnie czarnym Mercedesem klasy S. Ma to wyglądać na...- Przerwał jej dzwonek wewnętrznego telefonu. Natychmiast odebrała.
- Sir Hellsing, właśnie wyjeżdża przez bramę. Sygnał telefonu komórkowego jest cały czas zakłócany. Ale to ma zasięg tylko trzech kilometrów...
- Świetnie, nic nie szkodzi. Tak daleko nie dotrze.
- Oczywiście.
- Dziękuję- Uśmiechnęła się półgębkiem i odłożyła słuchawkę.- Otóż twoim zadaniem jest PRZYPADKOWE wyeliminowanie tego problemu. Ufam twojej inwencji twórczej.- Zwróciła się do Victorii. Ta tylko zatarła ręce i zniknęła. Już wiedziała co robić. Ileż to razy, kiedy była człowiekiem i pracowała w policji, zdarzały jej się WYPADKI, których nie była w stanie udowodnić? Teraz miała zamiar skorzystać z jednego z takich pomysłów. W końcu, z dodatkowymi mocami przekazanymi przez mistrza, byle cwaniaczek jej nie straszny...
*
Wampir zamknął oczy i zaczął analizować wspomnienia hrabiny Batory z dnia wczorajszego... *
~ ~ ~
Żołnierze ustawieni byli w drużynach, po 12 osób. Na czele każdej drużyny stał kapral, meldujący gotowość swojej grupy do akcji. Tym razem Victoria zdecydowała o wysłaniu całego batalionu, liczącego dwadzieścia siedem takich drużyn. Szpiedzy donieśli o dużej aktywności ghuli, w rejonie Scarborough. Prywatny szpieg Alucarda, jeden z wampirów z biblioteki, Manfred von Richthofen, doniósł o małej chatce w środku lasu, która niekoniecznie musi być taka mała... Zadanie rzucenia na to okiem dostała Elżbieta Batory. W czarnym, obcisłym kombinezonie, z bladą cerą i rubinowymi oczami wyglądała pięknie i zarazem strasznie. Miała wyjątkowo zblazowany wyraz twarzy. Maczała paznokcie w małej fiolce, z jarzącym się delikatnie na srebrno płynem. Była to woda, poświęcona przez samego świętego Patryka i podarowana jej przodkom. Pomyśleć, że przetrwała już XV wieków...no w końcu, nigdy się nie kończyła, znając skłonność biskupa do czyniania cudów. Nagle mokre paznokcie wydłużyły się na 0,5 metra. Elżbieta przyjrzała się uważnie szponom, po czym z zadowoleniem stwierdziła, że są ostrzejsze, niż brzytwa.Pospiesznie schowała je z powrotem. Victoria, całkowicie wyluzowana, stała przed batalionem i nuciła pod nosem „Are you goin' to Scarborough faire...”. Obok niej wypinał pierś, niedawno awansowany, major Bernadotto. Nowiuśkie pagony z dwiema belkami i gwiazdką błyszczały w ostatnich promieniach słonecznych. Pip, po swojej nominacji, miał zamiar umówić się z Victorią na lekką kolacyjkę i małe co nieco po niej. W swej bezdennej naiwności sądził, że Ruda poleci na niego, gdy będzie miał wyższy stopień oficerski. Biedak nie wiedział, że „Vinci” już dawno by z nim była, gdyby nie jego wkurzający sposób zwracania się do niej...
Żołnierze Drużynami wsiadali do Westland Lynxów. Dwadzieścia osiem śmigłowców (jeden helikopter przeznaczony był tylko dla korpusu oficerskiego) wzbiło się w powietrze, by po pół godzinie wylądować na leśnej polanie, w pobliżu Scarborough. Porucznicy wydawali krótkie, ostre rozkazy, które wykonywane były w nienaganny, wyćwiczony sposób. Trzystu trzydziestu ludzi zagłębiło się w las w kierunku miasteczka. Tylko Elżbieta Batory odłączyła się od reszty i podążyła za swoim ulubionym zmysłem- węchem. Wyczuwała tu zapach wrogiego wampira. Ostry, gryzący, paskudny. Tego się spodziewała, jednak w tle czuć było coś jeszcze. Coś nieuchwytnego, subtelnego i z pewnością potężniejszego. Czyżby drugi wampir? Zamknęła oczy i szła tam, gdzie podpowiadał jej nos. Przechodziła swobodnie przez drzewa, kamienie i pagórki, byleby tylko nie zgubić głównej woni. Wreszcie dotarła. Rzeczywiście, była tam mała chatynka, dotknięta twardym zębem czasu. Hrabina uśmiechnęła się pobłażliwie. Wampir, mieszkający w rozwalającym się próchnie? Bardzo śmieszne. Skoncentrowała się silnie i po chwili ujrzała elegancki dworek.
"No, to rozumiem..."- pomyślała.
~ ~ ~
No, mądra dziewczynka.- uśmiechnął się Alucard, dalej badając wspomnienia Elżbiety.
~ ~ ~
Elżbieta nie uważała za szczególnie potrzebne zapukać. Wysunęła pazur i wykroiła sobie w drzwiach przejście. Śmiało wkroczyła do środka. Zobaczyła hebanowe, rzeźbione meble, złoto- kryształowe żyrandole i orientalnie zdobione dywany.
- Niczym w meksykańskim burdelu- mruknęła do siebie.
- Mi też podoba się mój dom.- Odezwał się czyjś głos. U szczytu schodów stał pan domu.
- Czy mam przyjemność z gospodarzem tej... nieruchomości?- Spytała dla porządku. Jej rozmówca wydał jej się zbyt pewny siebie, jak na kogoś, kto za parę minut stanie się szarym proszkiem...
„Może myśli, że ma na tyle mocne plecy, żeby się mnie nie bać. A to się chłopak pomylił.”- pomyślała Elżbieta.
- Zaiste. Pani pozwoli, że się przedstawię. Jestem markiz Antoine Marie d'Albion. Czemu zawdzięczam tą- tu spojrzał na szczątki drzwi, schodząc do „gościa”- niespodziewaną wizytę?
- Markiz... to się nawet dobrze składa. Nie mam w zwyczaju rozmawiać z pospólstwem. Jestem hrabina Elżbieta Batory, niegdyś zwana "Krwawą Damą". Przybyłam tu z dość... smutnych przyczyn, przynajmniej dla ciebie. Mam cię zabić.- Elżbieta nawet nie trudziła się używaniem szlacheckiego tytułu wampira. Nie takich cwaniaczków wieszała za jaja w lochach swego pałacu... to były czasy!
- Ależ pani! Tak krwiożercze zamiary w tak delikatnych rączkach?- Markiz nie do końca wierzył w siłę, moc i potęgę, jaką daje przywilej bycia zmienionym przez hrabiego Tepesa... z resztą, nawet o tym nie wiedział!
- Masz dwie możliwości. Stoisz spokojnie, ja cię zabijam i natychmiast wychodzę. To możliwość pierwsza.- Powiedziała, jak zwykle bezcelowo. Zawsze dawała swoim ofiarom takie ciekawe ultimatum.
- A druga możliwość, pani?
- Bronisz się, co zabiera tobie dużo energii, a mnie humoru. A wynik jest i tak ten sam, z tymże dla ciebie o wiele... boleśniejszy.
- A gdybym zaproponował możliwość trzecią?
- Och, proponowano mi już wiele „trzecich możliwości”...- Westchnęła Elżbieta.
- Zaprowadzę cię do mojego mistrza.- Powiedział niespodziewanie. Elżbieta nawet drgnieniem powieki nie zdradziła, jak ją to zaskoczyło.
- A po cóż to miałabym spotykać się z twoim mistrzem.
- Jesteś potężnym wampirem, a mój mistrz... może ci wiele zaoferować.- Elżbieta wysiliła wampirzy instynkt. Szlachetka nie kłamał. Szukał po prostu dla siebie jak największych korzyści, tego była pewna. Za zwerbowanie takiego wampira, jak ona, z pewnością zaskarbiłby sobie łaskę mistrza. Poza tym widziała, jak na nią patrzył. Obleśny samiec! A do tego- blondyn! "Na wszystkie demony, faceci nie zmienią się nigdy..." Jednak z uśmiechem odpowiedziała.
- W tej chwili spotkanie z twoim mistrzem nie może dojść do skutku. Najwyżej za trzy tygodnie.
- Zgoda!- Niemal ucieszył się wampir.
- By potwierdzić naszą umowę podaj mi rękę. Już nie chcę cię zabić, po trzykroć przysięgam!- Markiz uspokojony "magiczną", potrójną obietnicą podał Elżbiecie rękę. „Tak, faceci nigdy się nie zmienią. Do końca świata nie nauczą się, do czego służy mózg.” Uścisnęła jego dłoń, błyskawicznie wysuwając dwa paznokcie. W nadgarstku wampira pojawiły się dwie okrągłe dziury.
- Znikną dopiero przy naszym powtórnym spotkaniu, z twoim mistrzem, cwaniaczku. Święty Patryk jest moim żyrantem.- Elżbieta uśmiechnęła się paskudnie, zostawiając zaciskającego zęby z niewyobrażalnego bólu markiza.
„Mistrz? Więc dobrze myślałam. Jest ktoś jeszcze. W sumie, niezłą miał myśl. Tylko że wtedy ja przyjdę ze swoim mistrzem. Trzeba tylko poczekać na wyzdrowienie Alucarda...” Zniknęła i pojawiła się na polanie, przy Westland Lynxie, czekając na powracających żołnierzy.
~ ~ ~
- Bardzo mądra dziewczynka.- Alucard uśmiechnął się szeroko. Gdyby nie te cholerne nici, roześmiałby się w głos. Ciekawe tylko, co ta za mistrz?
* * *
* Tu zaczynają się wspomnienia przekazane przez Elżbietę. I tu wszystko dzieje się WCZORAJ.
Pati
Nastrój:
tagi:
Nowa notka, mam nadzieję, że się spodoba. Prowadzona jest nowa postać, wyjaśnia się parę tajemnic... czytajcie i komentujcie, proszę^^
Dalsza część rozdziału 18-ego
“-Ty, tylko ty, barwny,, jak tęcza.
-Ty, tylko ty, mienisz się kolorami.
-Jesteś częścią mnie, ukochana
barwna jak tęcza,,
mieniąca się kolorami!
-Jesteś boskim światłem, ukochany.
Czemu tak odległym?
Gdy jesteś blisko, ledwie cię dostrzegam.
Jesteś snem, czy cieniem?
- O, tęczowa!
- O, barwny!
-Powiedz, niespokojny wietrze,
kiedy się zatrzymasz?
- Miłość nie zna przymusu...
To ogień, nad którym nie można zapanować!
-Trudno go rozpalić,
jeszcze trudniej ugasić!”
- Cholera...- Jęknęła Integra.
- Opowiedz mi swój sen.- Powiedział wampir po chwili milczenia.
- Ale to... nie był normalny sen.- Zawahała się blondynka.
- Tylko jaki?- Uśmiechnął się krzywo Alucard.
- No cóż, nie w moim stylu.
- To jakie są w twoim stylu? Takie z cygarami i garniakami? To gratuluję. Na pewno są niezmiernie ciekawe...
- Alu, zrozum jedną rzecz! Ja kieruję organizacją zwalczającą wampiry, a nie...- Zacięła się.
- A nie co?- Dopytywał się, chociaż doskonale znał odpowiedź.
- Domyśl się debilu.- Burknęła Hellsing.
- Aha- mruknął, jedną ręką złapał Integrę za kark, drugą objął ją w pasie i wpił się w jej usta. Kobieta była z początku tak zaskoczona, że stała nieruchomo. Dopiero po chwili zdecydowała się na coś bardzo głupiego, przynajmniej w jej mniemaniu. Otóż odwzajemniła pocałunek. Poczuła na ustach metaliczny smak krwi. To Alucard niechcący zahaczył kłem o jej wargę. Co najdziwniejsze, nie odskoczyła, tylko zatopiła palce w kruczo- czarnych włosach wampira. Pomyślała, że krew wcale nie jest taka zła... Alucard przyciągnął ją mocniej, pragnąc wyssać całą słodycz z jej warg. Stęknęła mu w usta. Jeszcze nigdy jej tak nie całował. A musiała przyznać, że jej się podobało. W ogóle, wampir jej się podobał. Szczególnie teraz, kiedy nie miał na sobie koszuli.
- Integral, jes...- Walter wszedł do lochu razem z Victorią, która ziewała, lecz od razu rozbudziła się na widok tak nie spotykanej sytuacji. Lokaj i policjantka zamarli, przypatrując się tej niezwykłej parze. Vicki wyszczerzyła kły, poruszając szybko brwiami i gwizdnęła przez zęby. Zupełnie inaczej zareagował Walter. Gdy tylko wszedł do laboratorium, jego podopieczna odskoczyła od wampira, ale on już swoje zdążył zobaczyć. Żeby jeszcze próbowała się jakoś wyrwać, to pół biedy, ale ona... oni lizali się jak para niewyżytych małolatów! Integral czerwona jak piwonia stała obok wampira i nie za bardzo wiedziała, co ma począć z figurą. Najchętniej, gdyby się dało, schowałaby się w mysią dziurę. Bogowie, co jej na głowę upadło, żeby... zrobić coś takiego?! Alucard w rozluźnionej pozycji ułożył się znów na blacie stołu. Co prawda był on makabrycznie niewygodny, ale cóż... Mrugnął do policjantki i odezwał się do lokaja:
- Uszanowanka, Walterze.
- Co to miało znaczyć? - Wycedził przez zaciśnięte zęby starzec. Inte szybko zmyła się pod pretekstem nawału zajęć.
- Ona nie jest twoją córką, ani tym bardziej nie ma już dziesięciu lat, żebyś kontrolował jej każdy ruch. Jest dorosłą kobietą i może całować się z kim jej się żywnie podoba. A właściwie może całować się ZE MNĄ ile jej się żywnie podoba. Więc proszę, nie rób scen. A ty, policjantko, nie szczerz się tak, bo ci zęby wypadną.
- Alucard, to nie jest śmieszne!
- A ktoś się śmieje?
- Ostrzegam, jeśli ją skrzywdzisz, nie ujdzie ci to na sucho! Zabiję cię gołymi rękami!
- Ona jest moim mistrzem, nie zrobiłbym nic, co uczyniłoby ją nieszczęśliwą.- Wyznał z nadzwyczajną powagą.
“Akurat. Nie sądzę, żeby między tą dwójką były już tylko relacje mistrz-sługa.” Myślała Victoria “Kroi się tu coś poważniejszego, a ja się do...”
~ Policjantko! Nawet nie waż się tych myśli wypowiadać na głos, bo ci je wepchnę do gardła.~
~ I znów mistrz podsłuchiwał!~ Kwęknęła w myślach z ogromnym wyrzutem.
~ Straszne.~ Prychnął pogardliwie wampir.
~ Lepiej by się mistrz zainteresował, co było na akcji.~
~ Liczę, że sama mi to powiesz.! Uśmiechnął się krzywo, po czym głośno dodał:
- Walterze, na razie ze mną wszystko gra, więc pozwalam ci odejść. Aha i następnym razem pukaj.- Machnął ręką w lekceważącym geście. Walter nachmurzył się jeszcze bardziej, ale posłusznie wyszedł. Nienawidził tych wielkopańskich manier wampira.
- Och, mistrzu, tak między Bogiem, a prawdą...
- Podaruj sobie tego Boga, nie jesteśmy w zbyt dobrych stosunkach.
- No, ja się nie dziwię mistrzu. Po tym, jak go okiwałeś, to...
- Sam się prosił. Co chciałaś mi powiedzieć na temat akcji?
- Mistrzu, Elżbieta jest jakaś narwana! Nawet z tymi zboczonymi świntuchami nie pracuje się tak ciężko, jak z nią!
- Żołnierze Hellsinga nie są zboczeni, tylko ty nosisz za krótkie spódnice i dekolt do pasa, to się nie dziw.
- Mistrzu!- Pisnęła wściekła Vicki.
- Mistrzu!- Przedrzeźnił ją Alucard- I co poza tym?
- Jak mijałyśmy jakiś klub, przeszło obok nas kilka dziewczyn. Musiałam ją siłą zatrzymać, żeby nie zrobiła czegoś głupiego. Aż się zapieniła z żądzy! Mistrzu, to że ją mistrz kazał wypuścić było mistrza najgorszym pomysłem.
- Podważasz mój autorytet?- Wyszeptał zimno wampir, patrząc zmrużonymi oczami w sufit.
- Och, nie, ja tylko tak...- Zadrżała wampirzyca, pod wpływem głosu swego mistrza.
- No cóż, masz prawo do własnego zdania, póki wykonujesz moje rozkazy. I przestań się trząść, bo to nie przystoi naszej rasie.
- Przepraszam mistrzu!
- I nie przepraszaj, ile mam cię uczyć? Przyprowadź tu Elżbietę. Mam do niej kilka spraw.
- Jasne, mistrzu!- Krzyknęła Victoria i już jej nie było. “Jednak mistrz, to spoko gościu” pomyślała “Może nieco sztywny, ale do wytrzymania. Oczywiście, dopóki się nie jest jego wrogiem...”
Pojawiła się w podziemnej bibliotece , gdzie siedział Petru i czytał jakiś starożytny pergamin.
- Co za nudę tam masz?- Policjantka przyjrzała się nagłówkowi. O ile dobrze pamiętała łacinę, autorem tego dzieła był Marek Aureliusz.- Ble... straszna wiocha.
- Nie czytałaś, więc się nie odzywaj.- Prychnął mnich
- Jasne, mam romansa, księżulku.
- Dlaczego mnie to nie dziwi?
- Mistrz kazał znów wypuścić Elżbietę.
- Po jakiego diabła?
- Nie wiem, żaden szczególnie za mistrzem nie przepada.
- A jakżeby inaczej... już wypuszczam- Petru podniósł się ociężale z bujanego fotela i podszedł do gabloty ze złotymi księgami. Wyjął jedną, na okładce której znajdowała się rycina przedstawiająca piękną, rudowłosą kobietę, z zaciśniętymi w okrutnym grymasie ustami. Kiedy pogładził długim palcem obrazek, z pomiędzy kartek zaczął wydobywać się złoty kurz. Pył formował się w postać kobiety z okładki, z tym że ta była ta była w miarę żywa, miała czerwone oczy i długie kły. Hrabina Elżbieta Batory, węgierska szlachcianka omiotła władczym spojrzeniem “bibliotekarza” i policjantkę, co ku jej niezadowoleniu nie zrobiło na nich żadnego szczególnego wrażenia. Odrzuciła dumnie głowę i powiedziała:
- Po co znów zostałam wezwana?
- Mistrz chce cię pożreć... y... żywcem- zachichotała Victoria.
- Może i bym się przejęła, gdybym była żywa.
- Dziewczęta, przeszkadzacie mi.- Burknął mnich- I mówiłem ci już coś na temat twojego stroju, Victorio!- Krzyknął, kiedy zobaczył, jak policjantka usiadła (z nogami na stole; w tej sytuacji spódniczka więcej odkrywała, niż zakrywała).
- Jesteś taki sam, jak mistrz, klecho.- rzuciła, wzruszając z niezadowoleniem ramionami.
- Po pierwsze, nie jestem księdzem, tylko mnichem. Po drugie, wychodziłyście?
- Petru, wybacz. Już idziemy- Zreflektowała się hrabina. Usłyszawszy jeszcze, jak wampir mruczy coś na temat młodych wampirzyc i ich bezczelności.
- Co za sztywny gościu. Też się z mistrzem nadali...- Burknęła pod nosem Victoria, kiedy razem z Elżbietą teleportowały się przed drzwi laboratorium.
~ Możecie wejść~ W ich głowach rozbrzmiał niski głos. Spojrzały na siebie porozumiewawczo i przeszły przez zamknięte drzwi. Alucard leżał na stole i przejeżdżał palcem po szyi
- Wzywałeś mnie, mistrzu.- Powiedziała Elżbieta.
- Owszem, chcę wiedzieć, co się działo na ostatniej akcji.- Hrabianka skrzywiła się. Zdawała sobie sprawę, że wampirowi nie chodzi o zwykłe sprawozdanie.
- A czy nie można by...- Zaczęła nieśmiało, co całkowicie nie pasowało do jej charakteru i sposobu bycia.
- Powiedziałem: chcę wiedzieć, co się działo na ostatniej akcji. Czy nie wyraziłem się dostatecznie jasno- Alucard zmrużył oczy, patrząc na kobietę. Cały czas zastanawiał się, jaki diabeł podkusił go , by ją zmienić. Może to, jaka była w łóżku? A może całkiem przyzwoity rodowód? Przecież jej pradziadek był szanowanym wampirem...
- Tak mistrzu.- Elżbieta podeszła niechętnie do blatu stołu. Jej mistrz, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem. Dotknął palcami jej skroni i zamkniętych powiek. Zaczęło się przekazywanie wspomnień. Victoria już dwa razy przez to przechodziła. Wzdrygnęła się. Jednak mistrz, to straszny sadysta... Elżbieta czuła, jakby do jej mózgu wbijano setki szpilek. Właśnie Alucard wyciągał od niej informacje z dnia poprzedniego. Trwało to z dziesięć minut, ale czuła, jakby to było dziesięć godzin.
- Możesz iść. Zregeneruj siły, Tylko nie pokazuj się nikomu, Ty Victoria też.- Powiedział Alucard. Policjantka wyszła podtrzymując osłabioną Elżbietę. Wampir zamknął oczy i zaczął analizować wspomnienia hrabiny Batory.
Pati
Nastrój:
tagi:
Notki nie będzie przez prawie dwa tygodnie, bo dziś jadę do Izraela i siłą rzeczy... ale pozdrawiam wszystkich(^__^) i obiecuję, że jak wrócę, to napiszę. SayonaraxD
Pati
Nastrój:
tagi:
I nowa notka! Tak, tak, dziękuję za brawa, nie trzeba... Przyjemnego czytania, panie i panowie. Aha i jeśli ktoś chciałby być powiadamiany o notkach, a nie mam jeszcze jego nr gg, to niech niech się zgłosi pod 6540400- mój prywatny nr^^
Przypominam, że znak “~” oznacza rozmowę telepatyczną.
Rozdział 18
“Złość pochłonął ogród,
Gdy tylko spojrzała
W jego czerwone oczy.”®
Następnego ranka Integral obudziła się uśmiechnięta i wypoczęta niczym skowronek, niestety z przeczuciem, że chyba niesłusznie. Podbiegła do ciężkich kotar zasłaniających wielkie okno, wychodzące na ogród i przypomniała sobie wczorajszy ból. I nie tylko. Przez cały czas, kiedy spała (do pokoju przynieśli ją pewnie Walter, albo Victoria) przewijał jej się niejasny obraz głaszczącego jej biodro i całującego ją w szyję... Alucarda. Odsłoniła zasłony i spojrzała na zalany majowymi promieniami słonecznymi ogród, pachnący różami, liliami i frezjami. Samą wizję można było przeżyć, ale problemem było to, że nie wzbudziła w niej obrzydzenia, złości, czy nienawiści, lecz wręcz przeciwnie: dziwną ekscytację i... pożądanie. A przecież ona nawet nie lubiła wampira! Chyba. Kiedy tylko zdała sobie sprawę, o czym właśnie sama ze sobą dyskutuje, potrząsnęła głową i pobiegła do łazienki, by się umyć. Jednak wbrew szczerym chęciom nie potrafiła zmyć z siebie sennych mar. Akta uzupełniała jak przez sen, mechanicznie wpisując nazwiska liczby i bzdurne formułki grzecznościowe.
“Teraz pewnie śpi, więc nie ma co go budzić. Później do niego pójdę.”- Myślała, gryząc koniuszek wiecznego pióra. Wciąż czuła palący dotyk warg sługi. I to mimo, że to przecież nie działo się naprawdę, a jedynie w jej wyobraźni. Zerknęła jeszcze raz w stronę okna, odłożyła pióro i dokumenty na górną półkę w swoim gabinecie, po czym udała się w stronę wyjścia na ogród. Posiadłość Hellsingów była znana i nieznana w całym zjednoczonym królestwie. Znana, bo każdy wiedział, że jest największa, najpiękniejsza i najbogatsza, zaraz po pałacu Buckingam. A nieznana, bo mimo że każdy mógł wejść do niej od strony lasu... nikt jeszcze nie wyszedł. Okoliczni mieszkańcy odczuwali dziwnie średniowieczny lęk przed mieszkanką zamczyska. Integrę niewiele obchodziły plotki krążące wokół jej osoby i puszczała je mimo uszu. Co do tajemniczych zniknięć, z dużą dozą prawdopodobieństwa mogłaby przypisać je Alucardowi. A że nienawidziła wścibskich natrętów, kręcących się wokół jej willi, nie sprzeciwiała się poczynaniom wampira. Gdyby miała dokładne informacje, z pewnością nie traktowałaby tych sytuacji z taką pobłażliwością. Ale “czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Sam Alucard gardził pospolitą krwią, ale łaskawie pozwalał na krwawe uczty innym wampirom. Bo w rezydencji Hellsingów zadomowiło się siedem potężnych nieśmiertelnych, w tym jeden z nich, najsilniejszy- Alucard, hrabia Dracula, Prawdziwy Nieumarły, książę ciemności, władca wszystkich wampirów. Lecz Integral choć na chwilę chciała uwolnić się od rozmyślań o swoim słudze, które wprost opętały jej umysł, a pomyśleć o czymś weselszym. Niestety, nic nie przychodziło jej na myśl w to piękne, słoneczne popołudnie. Tylko praca, praca i praca. Aha, zapomniałabym, że jeszcze raz praca. Usiadła na zielonej ławeczce i wystawiła twarz do słońca.
~ Integral, dlaczego tak krzywiłaś nos przez cały dzień? A poza tym, głowa mnie rozbolała od tych wszystkich przekleństw, które mi wysyłałaś. Cóż ci takiego zrobiłem?~
~ A ten wczorajszy wybryk? Kiedy zemdlałam?~
~ A, to nie ja.~
~ Tylko Victoria, tak? Albo Walter. Albo Duch święty.~
~ Nie mieszaj do tego Ducha świętego. Nie... przepadamy za sobą.~
~ Jak to “nie przepadacie za sobą”?~
~ Trochę się na mnie wkurzył. Ale to stare dzieje. A to wczoraj, to Vlad, nie ja. Przecież ci to tłumaczyłem. Nie pamiętasz?~
~ Więc zupełnie na sobą nie panujesz, kiedy się w niego przemieniasz?~
~ Zupełnie~ Alucard powiedział to tak beztrosko, jakby go to wcale nie obchodziło, a wręcz bawiło.
~ Poza tym męczysz mnie.~
~ Ja- ciebie? Nawet się dzisiaj nie widzieliśmy A swoją drogą, przebywamy ze sobą w jednym domu parę ładnych lat i dopiero teraz mi się udało to osiągnąć? Widać za słabo się starałem,,,~
~ Alucard, do wszystkich diabłów, jak się nie zamkniesz, to ja cię zamknę. Ale wtedy to już na amen!~
~ Zrzęda. A czym cię tak zmęczyłem?~ Zaciekawił się Alu.
~ Otóż w nocy...~ Zaczęła.
~ Phi, to nie ja. Ty jeszcze nie wiesz, jak ja mógłbym cię zmęczyć w nocy. Wystarczy ładnie poprosić.~ Integral mogła sobie wyobrazić uśmiech, jaki zakwitł na ustach sługi.
~ Jesteś chyba stuknięty wampirze. Długoletnia abstynencja seksualna chyba ci nie służy.~ Wykrzywiła usta ironicznie.
~ Abstynencja? Jesteś pewna?~ Spytał dwuznacznie Nosferatu.
- CO?!- Wykrzyknęła wstrząśnięta Integra.
~ Kobieto, żartuję. Nie przejmuj się tak wszystkim, bo się przekręcisz na zawał w wieku 27 lat! Nie zdarza się to często, jednakowoż...~
~ To przestań wygadywać głupoty, zboczony wampirze.~
~ Ale co zrobiłem dziś w nocy, że cię tak zmęczyłem? Słowo skauta, że nie specjalnie!~
~ Och, śniłeś mi się.~
~ O, to sny o mnie są takie męczące?~
~ Ten akurat tak.~
~ A co ci się tak dokładnie śniło?~
~ Nie twój interes.~ Integral zaczerwieniła się, ku własnemu niezadowoleniu.
~ Ach, ta dziewicza skromność...~
~ Znów grzebałeś mi w głowie?~ Blondynka powoli zaczynała mieć go dość.
~ Nie tym razem, sweet darling. Sny są odzwierciedleniem ludzkich lęków, lub... pragnień. A ja nie mam nic ciekawego do roboty w twojej głowie, zwłaszcza kiedy śpisz.~ Wyjaśnił Wampir.
~ Tiaa...- Mruknęła Integral i wstała z ławki. Zaczęła przechadzać się po ogrodzie. Zerwała jedną z herbacianych róż, rosnących w tej części ogrodu. Zanurzyła nos w jej szeroko rozłożonych płatkach, wdychając oszałamiającą woń kwiatu. Myślami przeniosła się do czasów dzieciństwa, kiedy nie miała kłopotów z wampirami, a jej jedynym problemem była kwestia, co zrobić z mnóstwem wolnego czasu, jakim dysponowała. A teraz? Przecież ona niedługo osiwieje! Najpierw Okrągły Stół, później królowa, a teraz Alucard. Stwierdziła, że słońce grzeje zbyt mocno i postanowiła wejść z powrotem do rezydencji. Nie namyślając się długo dokąd pójść, skierowała swe kroki do lochów. Do celi, w której leżał jej sługa... Kiedy go zobaczyła, zdawał się spać. Podeszła do niego i sięgnęła ręką, by odgarnąć mu włosy z czoła. Gdy się lekko nachyliła, zauważyła ironiczny uśmiech wampira, więc szybko cofnęła dłoń. Alucard popatrzył na nią z zaciekawieniem.
- Naprawdę uważasz, że wyglądam lepiej jako wampir, niż jako człowiek?- Zapytał. Integral zaczerwieniła się. Głupio byłoby zaprzeczać, bo i tak już wie. Postanowiła więc bronić się, atakując:
- A czy ty musisz wiecznie zaglądać do mojej głowy? Wiesz dobrze, że tego nie znoszę.
- To nie moja wina, że tak głośno myślisz.
- Jakoś Victoria nigdy nie zaglądała mi do mózgu, chociaż też jest wampirem. Ja nie wiem, Alucard, stary dziad jesteś, a trzeba cię uczyć manier.
- Policjantki w to nie mieszaj. Ona kieruje się jakimś tam swoim “kodeksem moralnym”- Warknął urażony słowem “dziad”- Ale jednak ci się podobam?- Drążył dalej temat z sardonicznym uśmieszkiem na ustach. Sam nie wiedział dlaczego tak zależało mu na jej słownym potwierdzeniu. Przecież to tylko kobieta i do tego jego szefowa. Gorzej. Jego mistrz. Ale, jak powiedział jeden z poetów tego mglistego kraju “Żadko która kobieta nie byłaby zmęczona swoją cnotą”. A on czuł dziwną potrzebę bycia tym, który ją tą cnotą zmęczy i w efekcie jej pozbawi. Od dłuższego czasu zdawał sobie sprawę z dziwnych potrzeb, jakie zaczynał miewać, a jakich wampir odczuwać nie powinien. Potrzeb względem tej kobiety. I nie do końca chodziło tu o seks. No dobra, o seks też, ale nie tylko.
- A jeśli nawet, to co?- Hellsing hardo podniosła głowę, założyła ręce na piersi i zacisnęła usta.
- Ależ nic, nic. To niezwykle przyjemnie z twojej strony.- Jego uśmiech mogłaby uznać za sympatyczny gdyby nie wiedziała, że się z niej nabija.
- Jasne. Ominęła cię ciekawa akcja wczoraj.
- Och, akcje to tylko rozrywka. Mam teraz ważniejszy cel. Aktualnie priorytetem jest rozwalenie Zakonu Smoka.- Jego twarz przybrała złowrogi wyraz, a oczy zaczęły niebezpiecznie błyszczeć.
- A później?- Spytała, bawiąc się kosmykiem jego włosów. Alucard usiadł, wyprostował się i spojrzał na nią bezczelnie.
- A później moja piękna mistrzyni, zajmiemy się twoim przyszłym nieszczęśliwym narzeczonym...
* * *
No i notka jest nie taka zła moim skromnym zdaniem. A sentencja na samym początku jest ściśle zastrzerzona, wymyślona przez moją Weruś.
Pati
Nastrój:
tagi:
No cóż, jednym się poprzednia notka nie podobała, innym się podobała... wszystkim się nie dogodzi. Ciekawe, jak będzie z tą notką. Trzymam za siebie kciuki^^ I jeszcze raz przepraszam za to, że tak długo nie wstawiałam notki xD
Rozdział 17
Po 20 minutach szybkiego marszu Integral i Victoria dotarły do lochu- laboratorium. Victoria uśmiechnęła się zębiaście i rzuciła niedbale:
- To ja się zmywam. A ty szefowo, powinnaś pokłonić się przed Jego Książęcą Wysokością.
- O czym ty...- Zdziwiła się niepomiernie blondynka, ale policjantki już nie było. Wzruszając ramionami przekroczyła próg lochu i aż oparła się o framugę drzwi z wrażenia. Na blacie stołu leżał... Dracula! Nie Alucard, jakiego znała, ale książę Vlad III Ţepeş! Patrzył na nią przymrużonymi oczami, z okrutnym uśmieszkiem na niezwykle czerwonych wargach. Integral przypomniała sobie o dzienniku, spoczywającym w jej kieszeni. Otworzyła go i zaczęła czytać:
“Dzień 15 kuracji rozpuszczającej: Wampir powraca do swojej dawnej siły bardzo szybko. Dr Lincoln mówi, że będzie jeszcze bardziej wzrastać. Przeobraża się w księcia. Staje się nie do zniesienia. Na szczęście już tak nie wrzeszczy. Trzeba podać mu...”
Ostatnie słowa zamazane zostały czymś przypominającym krew.
- Zdziwiona?- Spytał Alucard. Nawet głos mu się zmienił. Stał się nieco bardziej ochrypły i słychać było przeciąganie drugiej sylaby od końca. Wampir wciąż wyglądał super przystojnie, ale teraz można było zauważyć pewne podobieństwo do Vlada z portretu z XVII wieku. Miał wyostrzone rysy twarzy, ściągnięte usta i zrośnięte drapieżnie brwi. Przypominał trochę sokoła.
- Głupie pytanie! Co to ma znaczyć?!- Wrzasnęła oszołomiona Integra.
- Nie mam obowiązku odpowiadać na twoje pytania, kobieto.- Roześmiał się pogardliwie wampir.
- Jesteś moim sługą i masz obowiązek robić wszystko, cokolwiek rozkażę!- Ryknęła rozwścieczona blondynka.
- Niezupełnie, moja ty blond piękności.- Jeszcze nikt nigdy nie powiedział tak do Integral, więc ta zaczerwieniła się nieziemsko i odparła:
- Nie pozwalaj sobie, Alucard.
- Przez kilka dni zamieniam się we Vlada. To trochę skomplikowane co się teraz ze mną dzieje, ale nie ma się czym przejmować.
- Zakładając, że w ogóle się tobą przejmuję.- Wykrzywiła się blondynka
- Uważam to za oczywiste. Przecież za mną szalejesz, Inte.- Odpowiedział pewnym głosem wampir.
- Za chwilę dostaniesz w łeb, kretynie. Lepiej powiedz mi co się dzieje.- Warknęła
- Mój organizm pozbywa się toksyn zawartych w czystym srebrze.- Wzruszył ramionami Alucard.
- Nie mów tak szybko, nie rozumiem cię!
- Muszę ci wszystko powiedzieć, nim znów stanę się Vladem.- Hellsing zauważyła, że od pewnego czasu jego rysy wypełniły się, usta nie były tak zacięte, a brwi ściągnięte. Bardziej przypominał Alucarda, jakiego dobrze znała.- Inaczej zapomnę kim byłem przez ostatnie 100 lat. Vlad może zawładnąć moim umysłem w każdej chwili, albo na tydzień, albo na zawsze...
- Ale co zrobić, żeby zapobiec katastrofie?- Integral ostatnie słowo wypowiedziała ze ściśniętym gardłem, nieświadomie zaciskając dłoń na jego ciepłych palcach.
- Każ Walterowi wstrzyknąć mi w tętnicę na szyi eliksir z tej długiej półki z napisem "Chiroptera Dracoulis".
- Tylko nie wrzeszcz już tak, bo nie mogę normalnie pracować i mam zaległości w aktach.
- To się postaraj , laleczko. - W głosie i wyglądzie wampira znów zaczęły zachodzić zmiany.
- Ups, wzywamy Waltera – lokaj robił tu za nadwornego uzdrowiciela, więc z każdym problemem blondynka zwracała się do niego. - Albo najpierw policjantkę. Victoria!- Krzyknęła Integral, wybiegając z laboratorium. Mało nie zabiła się o stojącą przed nią rudowłosą dziewczynę.
- Taak?- Zagadnęła zaciekawiona Seras, opychając się eklerką i rożkiem z budyniem. Nawiasem mówiąc właśnie wracała z rozmowy z Petru i potrzebowała uzupełnić zapasy cukru we krwi, leniwie płynącej w jej żyłach. Mimo całego swojego wampiryzmu, nadal jadała od czasu, do czasu “ludzkie” jedzenie. Widząc jednak zdenerwowaną Hellsing połknęła przeżuwany kęs słodkości, otarła krem z kącika ust i spytała: I jak tam mistrz? Nieźle wygląda, nie?
- W trybie natychmiastowym chcę tu widzieć Waltera. Bez dyskusji!- Krzyknęła, kiedy policjantka chciała coś dodać. Ta wzruszyła ramionami i zniknęła, po pół minucie zjawiając się ze zdezorientowanym lokajem.
- Integral, co się dzieje? Victoria nie potrafiła powiedzieć mi nic konkretnego.
- Po prostu, znów problem z Alucardem.- Hellsing w pary zdaniach wyjaśniła zaistniałą sytuację.
- W takim razie, cóż zrobić... idziemy uzdrawiać wampira. Same z nim kłopoty. Na pewno w szyję? No, to nie ma na co czekać.
- Tylko bądź ostrożny.- Przestrzegła Integra, na co stary Anglik spojrzał na nią dziwnie.
- Po pierwsze, zawsze jestem ostrożny, po drugie co ci nagle tak zależy?
- Bo... nie chcę stracić tak przydatnego sługi!- Powiedziała po chwili namysłu blondynka. Victoria wymruczała coś kompletnie nie zrozumiałego, co z dużą dozą prawdopodobieństwa mogło oznaczać “akurat”. Lokaj obrzucił towarzystwo podejrzliwym wzrokiem i spojrzał nieufnie na drzwi laboratorium.- Wszedł do laboratorium i zaczął kręcić się po pomieszczeniu, szukając odpowiedniej fiolki z eliksirem i strzykawki. Alucard- Dracula wodził wściekłym wzrokiem za Integral. Nagle, jakby powziął jakąś decyzję, zamknął oczy i odetchnął głęboko, co było dość nie spotykane u wampirów. Za to Hellsing, siedząca na wysokim taborecie poczuła, jak kręci jej się w głowie i powoli upada na kamienną posadzkę, w ostatniej chwili złapana przez policjantkę. Zdążyła ujrzeć w myślach złośliwy uśmiech wampira i odpłynęła. W tym samym momencie Walter wbił igłę w tętnicę szyjną wampira, który zapadł w głęboki letarg.
***
No i właśnie. W ostatniej notce pisałam, że Victoria ma wrócić do Petru i coś z nim obgadać. treść tej rozmowy będzie w dalszych notkach. I następna chyba będzie dłuższa.
Pati
Nastrój:
tagi:
Ekhem...
wtorek, 2.października.2007, 12:40
No to tak. Zacznę od tego, że wcale nie zapomniałam o blogu. Wręcz przeciwnie! Myślę o nim długo i nieustannie, tylko po prostu mam strasznego lenia^^' Notka została napisana już w wakacje, z tym że nie chce mi się jej przenieść do offica. Jednakowoż postaram się w najbliższym czasie coś z tym leniem zrobić i przepisać notkę. Jeszcze raz przepraszam!
Pati
Nastrój:
tagi:
Jestem!!! No i znowu jestem pozytywnie nastawiona, miłymi komentarzami , Maleo Reggae Rockers (zajebisty^^) i "Main hoon Don" (jak wcześniej), więc piszę notkę. Nie ma tu AxI, ale parę rzeczy się wyjaśnia.
Rozdział 16
Dzień piętnasty kuracji rozpuszczającej...
- Szefowo, kiedy będziesz chciała wracać, to mnie wezwij telepatycznie. Ten psychopata van Hellsing…
- Victorio, licz się ze słowami!- Syknęła Integral, spoglądając spode łba na rudą policjantkę.
- Dobrze, już dobrze. To pa, szefowo!- Krzyknęła Victoria i wybiegła przez drzwi, choć mogła wydostać się stąd za pomocą teleportacji. Integral jednak była przekonana, że w podziemnej bibliotece działają różnej maści pieczęci antywampirze, a policjantka postanowiła nie zadawać sobie trudu wyprowadzenia jej z błędu. Jeszcze działają...
Integral wstała dziś bardzo wcześnie. Przez dwie pierwsze noce po odwiedzinach u Alucarda nie mogła zmrużyć oka. Co chwila przypominały jej się wypowiedziane słowa wampira. I te jego ogromne tęczówki… na samą myśl o tym, wszystko co wcześniej jadła podchodziło jej do gardła. Nigdy nie była zbyt strachliwa, ale to było przerażające. Siedziała teraz na zbutwiałym fotelu bujanym i czytała kolejną kronikę. Badała podania o wampirach. Przeglądała ryciny, przedstawiające sposoby walki z wampirami. Akurat trwał piętnasty dzień leczenia wampira. Otworzyła dziennik Hellsinga:
“Gorączka trochę zeszła. Już wiemy, co się dzieje. Niemal cała wampirza moc została przelana w kogoś innego, niestety nie wiadomo w kogo. Nie bardzo chce mówić. Nawet groźba zastosowania jego własnych, średniowiecznych metod perswazji nie poskutkowała. Chyba należałoby przejść od słów do czynów, bo nasza cierpliwość się kończy... nadal podajemy mu kwasy. Jest coraz bardziej odporny na ból. Zadziwiająca siła...”
Niestety, nic nie naprowadzało jej choćby na nikły ślad rodzinnej tajemnicy, czy choćby czegoś, co mogłoby się z nią wiązać. Victoria uprzedziła ją, by nie dotykała ksiąg ze złotymi oprawami, ale to właśnie one najbardziej ją pociągały! Skoro są aż tak chronione, muszą zawierać jakieś ważne i niebezpieczne informacje. A Integral po prostu płonęła z ciekawości, co też one w sobie kryją. Podeszła do długiej gabloty. Księgi mieniły się i błyszczały od złota, klejnotów… i tajemnicy. Spędziła tu już dwanaście dni, grzecznie nie dotykając nic zakazanego, ale dłużej już nie wytrzyma! Tylko jak niby się do tego dobrać? Sięgnęła ręką po jeden z woluminów…
- Na twoim miejscu nie dotykałbym tych ksiąg, panno Hellsing.- Za plecami Integry odezwał się uprzejmy, lekko ironiczny głos. Blondynka aż podskoczyła i odruchowo sięgnęła za poły marynarki, w poszukiwaniu Beretty. Bo czy ktokolwiek spoza Hellsinga, mający dobre zamiary siedziałby w ciemnej bibliotece, zawierającej mroczne tajemnice? Błyskawicznie odwróciła się i posłała dwa strzały w kierunku nieznajomego. Mężczyzna odchylił się najpierw w prawo, potem w lewo, unikając pocisków. Zrobił to tak szybko, że Integral tylko mignęło przed oczami. Nieznajomy wyprostował się i wpatrzył w kobietę zdziwionym wzrokiem. Po chwili jednak uśmiechnął się sardonicznie i mruknął pod nosem:
- Mówił, że jest trochę narwana…
- Kto mówił? Co to ma znaczyć?! Mów, bo strzelam!
- Rozumiem. Kiedy mam zacząć się bać? Czy może przegapiłem już ten moment?- Ironizował mężczyzna. Aż zatkało ją z oburzenia.
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać?! Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z kim rozmawiasz!
- Ależ zdaję sobie świetnie sprawę. Jesteś Integral Wingates Farburke Hellsing. Prowadzisz organizację, której celem jest pozbyć się ghuli i nie wiedzieć czemu wampirów, oraz masz na usługach Alucarda, największego, najpotężniejszego, najgroźniejszego, „Prawdziwego Nieumarłego” Nosferatu.
- A skąd ty…
- Masz 27 lat, jesteś sierotą… i dziewicą.- Przy ostatnim wypowiedzianym przez mężczyznę słowie, Integra poczerwieniała z oburzenia i wyszarpnęła zza koszuli mały krzyżyk, wpleciony w pentagram, z malutkim półksiężycem na wierzchołku i otworzyła usta w celu wypowiedzenia formułki egzorcyzmu. Mężczyzna podniósł lewą brew i zaśmiał się serdecznie. Dopiero teraz można było zobaczyć jego „szufladę”. Śnieżno-białe zęby, z lekko wydłużonymi kłami… Blondynka przyjrzała mu się uważniej. Wysoki, na oko pięćdziesięcioletni (a tak naprawdę to mógł mieć pięćsetkę), miał ciemne włosy, lekko przyprószone siwizną, czerwone oczy, wąskie usta, prawie zupełnie skryte za długą, falistą brodą i brunatny habit z czarnym krzyżem. Mężczyzna ugodowo podniósł ręce i powiedział:
- Dobrze, dobrze, już jestem grzeczny! Schowaj te świecidełka, bo mam straszne łaskotki.
- Że co? Przecież to stary, sprawdzony sposób zabijania wampirów! Co tu się, do cholery dzieje?! Jakie znowu łaskotki?!
- Ech, panno Hellsing… jest pani masakrycznie niecierpliwa. Jeśli chce pani wszystkiego się dowiedzieć, to proszę usiąść.
„I co ja robię? Jestem zdecydowanie zbyt ciekawska.”
- Chcę wiedzieć coś ty za jeden, co robisz w mojej rezydencji i skąd tyle o mnie wiesz?
- Nazywam się Petru Georgescu. Pochodzę z Rumunii i jestem mnichem. To znaczy… byłem.
- Mnichem? Chyba żart! Bujać to możesz Victorii, a nie mnie!- Krzyknęła Integral świadoma faktu, że on nie może znać Victorii. No bo niby skąd?
- Victoria też z początku nie wierzyła. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na mistrza…
- Mistrza? No chyba nie powiesz mi, że Alucard…
- No tak, Wielki Alucard jest moim mistrzem. A mój poprzedni stan duchowny nie zaprzecza faktowi, że aktualnie jestem wampirem i to całkiem wysokiej klasy. Mogę ci odklepać cały różaniec, koronkę i wyśpiewać godzinki, jeśli mi nie wierzysz, panno Hellsing w to, że byłem mnichem. Z resztą spójrz na mój strój. Jestem najstarszym wampirem, zaraz po mistrzu… no i jestem jego ulubieńcem. Tak mi się przynajmniej wydaje.
- Nie wiedziałam, że Alucard ma jeszcze jednego ucznia. Nigdy mi nic o tym nie mówił.
- A pytałaś?– Integral zdecydowanie zwątpiła w poczytalność swoją, Alucarda, „mnicha” i całego świata.
- I co, miałam wyskoczyć niż tego ni z owego z pytaniem: Alucard, masz jeszcze jakiś uczniów? Po co? To przecież idiotyczne! I czy ja mam się o wszystko pytać? To powinno być oczywiste, że mi o tym powie, na samym początku naszej znajomości!
- No a dlaczego takie oczywiste? Każdy ma swoje sekrety. Mistrz ma się spowiadać jakiejś babie? I na dodatek blondynce?
- Uważaj na słowa klecho…
- No dobra, zagalopowałem się, przepraszam. Ale strasznie odbiegliśmy od tematu…
- Nie da się ukryć.
- …więc wyjaśnię moją obecność tutaj. Zostałem wezwany przez mistrza zaraz po tym, jak Abraham van Hellsing uwolnił go od nici. Poinformował mnie, że pod rezydencją budowana jest biblioteka, w której ukryte zostaną wszystkie tajne księgi i dokumenty. Biblioteka w prawym skrzydle willi jest tylko marną namiastką jej podziemnej odpowiedniczki. Powiedział mi, że Abraham zastawił parę śmiesznych pułapek, które nie powstrzymałyby nawet dziecka. Dlatego to ja mam roztoczyć nad biblioteką opiekę i strzec jej skarbów. Większość nie przedstawia wielkiej wartości dla nas, wampirów. Są raczej rozrywką dla pasjonatów… choćby te po twojej babci- czarownicy.
- To ona naprawdę była wiedźmą?
- Aha. I nawet potrafiła czarować. Głównie rzucała klątwy i to paskudne…
- Coraz lepiej.
- Twoja rodzina ma barwną przeszłość.
- A tak nawiasem mówiąc, która kobieta była aż tak kochana przez Alucarda, żeby dawał się za nią torturować?
- Jaka kobieta? Kiedy torturować?
- Słyszałam, jak majaczy coś…
- Znam mistrza, odkąd po raz drugi zasiadł na tronie wołoskim i nie widziałem, ani nie słyszałem o żadnej kobiecie, którą mistrz mógłby kochać. Przelecieć jakąś od czasu do czasu…- Integral zmrużyła groźnie oczy, więc mężczyzna od razu poprawił się- Pójść z którąś do łóżka, owszem, jednak o specjalnym uczuciu nie orientowałem się.
- Więc nie wiesz, o co chodziło Alucardowi?
- Niestety, nie mam pojęcia.
- A dlaczego Alucard stał się ciepły? I ma normalne zęby? I takie ogromne źrenice? Jakieś cuda niewidy.
- Och, to nie żaden cud. Kiedy mistrz ostatnim razem został schwytany, przekazał całą wampirze moc mnie. Przez to właśnie stracił charakterystyczne cechy wampira. Jedyne, co może, to porozumiewać się telepatycznie i oczywiście jest praktycznie nieśmiertelny.
- To jesteś teraz tak potężny jak Alucard?
- Niezupełnie. Ostatnim razem prawie tydzień byłem nieprzytomny z powodu tak wielkiej dawki mocy. Teraz poprosiłem o podzielenie jej z Victorią. Szczególnie, że potęga mistrza znacznie wzrosła…
- Jak bardzo wzrosła siła Alucarda?
- Nie jestem do końca pewien.- Kłamał. Już od dłuższego czasu. Prawie od początku. Doskonale wiedział o wielu rzeczach związanych z Alucardem. „Kobieto, mistrz mógłby skinieniem palca zmieść z powierzchni Ziemi Wyspy Brytyjskie. Niewykluczone, że tego nie zrobi…” Mimo takich myśli na jego twarzy widniał uprzejmy uśmiech. Pozory…
Integral nie do końca wierzyła we wszystko, co powiedział Petru. Po prostu zbyt długo przebywała z tymi zakłamanymi starymi dziadkami z Okrągłego Stołu, by wierzyć we wszystko, co powie jej przygodnie napotkana osoba. I bardzo jej się to chwaliło.
- Rozumiem...- Westchnęła Integral niezadowolona z takiego obrotu sytuacji. - A właściwie... dlaczego mam nie dotykać tych ksiąg?
- Bo to niebezpieczne.
- W jakim sensie?
- Widzi pani to wgłębienie w kamieniach w tamtym miejscu przy gablocie? To pani sługa chciał dobrać się do tych ksiąg. Na szczęście Victoria go powstrzymała. Inaczej kwas wyżarłby nie posadzkę, a jego palce.
- Ale co kryje się w tych księgach?- nalegała blondynka.
- To, co zawierają złote woluminy jest tajemnicą nawet dla mistrza.- Znów kłamał. Przecież to właśnie z Alucardem najbardziej one były związane. Były jego własnością. I jedną z najwięszych tajemnic...
- Skoro tyle o mnie wiesz, to pewnie zdajesz sobie sprawę, że NIENAWIDZĘ tajemnic?- Syknęła rozdrażniona Integral.
- Przykro mi, z tą jednak będzie musiała się pani pogodzić, że nigdy nie zostanie odkryta.- Odparł z denerwująco pobłażliwym uśmiechem mnich.
- Żeby wszystkich mężczyzn szlag trafił.- mruknęła cicho Hellsing. Petru oczywiście usłyszał wszystko swoimi wyczulonymi wampirzymi zmysłami, a uśmiech jego poszerzył się znacznie.
- Jakież ma pani o nas niskie mniemanie, panno Hellsing.
- Jesteś bardzo podobny do Alucarda, względem usposobienia. Oboje jesteście identycznie irytujący i bezczelni.
- Zdaje sobie pani sprawę, że jeszcze piętnaście dni leczenia Wielkiego Mistrza?- Powiedział mnich, niespodziewanie zmieniając temat.
- Pamiętam, ale dlaczego mówisz o nim w ten sposób?
- To największy wampir, oraz był dobrodziejem mojego zakonu. Pani też powinna mieć do niego szacunek.
- To jedynie sługa. I do tego widzę, że nieprzydatny.
- Tak pani myśli?
- Miał być niepokonany. A tutaj wystarczył zwykły kawałek sznurka...- Integral wyjątkowo głupio argumentowała swoje zdanie, niesłuszne zresztą, gdyż bardzo drażnił ją mnich, rozmowa z nim i atmosfera panująca w bibliotece. Poza tym, ma do rozwiązania tajemnicę, a nie posunęła się do przodu ani o krok. Należałoby już kończyć. Jeszcze jedno pytanie...
- Ile czasu już tu siedzisz w tej bibliotece?
- Sto lat. Sto bardzo długich lat. Odkąd biblioteka została wybudowana, ja zostałem jej opiekunem. Wszystkich śmiałków, którzy odważyliby się tu zapuścić mam prawo i przyjemność rozszarpać na strzępy.- Uśmiechnął się wyjątkowo zębiaście, co zupełnie nie pasowało do jego wieku i habitu.- Chyba, że ma pozwolenie Mistrza, to co innego.
- A... to wszystko. Jeszcze wpadnę tu kiedyś.- Wstała z fotela Integral i pomyślała:
~ Victoria, do mnie!~ po kilkunastu sekundach przybiegła zdyszana dziewczyna.
- No, szefowo i jak? O widzę, że poznałaś Petru. Jak się masz księżulku?!
- Ile razy mam Ci powtarzać smarkulo, żebyś tak do mnie nie mówiła?- Warknął chrapliwym głosem mnich.
- Dobra, dobra, już nie będę. Już się naczytałaś, szefowo? Przebiegłam prawie kilometr równo w 17 sekund. Dobra jestem, nie?
- Jesteś wampirem, to normalne, że jesteś szybka.- Powiedział z pobłażaniem Petru. Hałaśliwa wesołość i “luzackość” policjantki często działała mu na nerwy. Miał z nią do pogadania, ale to już bez obecności osób postronnych, do których zaliczała się panna Hellsing.
- Idziemy na górę, Victoria. Od razu do Alucarda. Tylko wezmę dziennik Hellsinga.- Kiedy blondynka brała książeczkę i składała czytane wcześniej pergaminy na lewą stronę szklanego blatu stołu. Petru przesłał Victorii wiadomość:
~ Odstaw ją do mistrza i przyjdź do mnie później.
~ No jasne.
- Idziemy, policjantko!- Powiedziała Integral i po chwili obie zniknęły w ciemnym tunelu, a Petru pogładził długim palcem grzbiet książki. Złotego woluminu, na którego okładce znajdowała się rycina przedstawiająca jego samego...
Pati
Nastrój:
tagi:
!!!
czwartek, 17.maja.2007, 13:37
Notki nie będzie przez jakiś czas, bo mam zwalony komputer, a później wyjeżdżam do Egiptu. Wściekła jestem, bo notka już była prawie napisana, ale tylko w wordzie i nie mogę się teraz do niej dobrać... No cóż, wielkie sorry i jak tylko będę miała kompa naprawionego, to wstawię notkę^^ Pa!!
Pati
Nastrój:
tagi:
Tak trochę dziwnie wyszło z tą notką, bo już część czegoś tam miałam napisane, ale stwierdziłam, że to szajs, więc skasowałam wszystko i zaczęłam wymyślać od nowa, zupełnie co innego. Notka pisana pod wpływem cieplej pogody, samych niespodzianek w szkole i trzech kubków kawy^^. To zawsze nastraja mnie pozytywnie i... okrutnie.
Rozdział 15
Dzień trzeci kuracji rozpuszczającej:
Integral chodziła w kółko po swoim gabinecie i wydeptywała ścieżkę w miękkim, zielonkawym dywanie. Spoglądała od czasu do czasu w stronę biurka, ze szczerą chęcią zabrania się za stos papierów, leżących na blacie od trzech dni. Niestety, kompletnie nie mogła skupić się na tej czynności. Przeszkadzały jej zduszone ryki wampira, co jakiś czas wydobywające się z lochów. Wolała nawet nie myśleć, jak bardzo musi boleć kwas siarkowy wlany w żył. No, w sumie to raczej nigdy by się o tym nie przekonała, bo coś takiego zjadłoby ją od razu od środka… Bardzo chciała pójść i porozmawiać z wampirem, cały czas jednak miała w pamięci to, co stało się po utracie kontroli nad sługą. Gdyby nie nadszedł Walter… wolała nawet się nad tym nie zastanawiać. A jednak… dlaczego tak, się stało? Przecież byli złączeni niewidzialnym paktem, którego nie da się rozerwać byle kawałkiem sreberka! Musi porozmawiać z Alucardem, po prostu musi! Inaczej umrze z ciekawości. Oczywiście, znając Alucarda, od razu rzuciłby coś w stylu „Nie ma sprawy mistrzu, mogę ci pomóc”. Zbierając całą odwagę, jaką powinien wykazywać się każdy porządny Hellsing, zeszła schodami w dół, do lochów. Musiała przyznać, że przydałaby się tu wentylacja, centralne ogrzewanie i prąd. Tylko że w końcu wampirom to nie potrzebne. Weszła do laboratorium i popatrzyła na leżącego na blacie stołu Alucarda. Miał na sobie jedynie spodnie. Podeszła do niego. Zdaje się, że kolejna nitka już wypłynęła, czyli przez jakiś czas będzie cicho. Wybrała z półki kryształową fiolkę z najlepszą gatunkowo krwią i wlała słudze do gardła. Kiedy już miała zabrać rękę, zatrzymała się na chwilę i uniosła lewą brew. Zęby wampira były... prawie normalnej długości! Jak u każdego, zwyczajnego człowieka! Nie, tego jest za wiele, świat właśnie stanął na głowie! Zsunęła dłoń na klatkę piersiową Alucarda. Poczuła ciepło... on był ciepły! Co więcej, miał chyba gorączkę! Rozejrzała się po zimnym pokoju. Jej wzrok padł na niewielkich rozmiarów książeczkę. Dziennik... chwyciła szybko zapiski i przerzuciła kilka pożółkłych kartek. Przebiegając wzrokiem treść, natrafiła na odpowiedni rozdział:
„Dzień trzeci:
Wampir leży i nie daje znaku życia. Zbadaliśmy jego krew. Potrzeba więcej limfocytów. Za dużo erytrocytów. Tworzą się skrzepy. Dr Lincoln wlał mu do żyły wodę królewską. Zaobserwowaliśmy dziwne zachowania. Temperatura ciała wampira ciągle wzrasta. Osiągnęła już 38,3°C - gorączka. Kły skracają się. Wlewamy odrobinę osocza. Trzy nitki już wypłynęły. Odbywam z nim małą pogawędkę. Kiedy się obudzi, o wszystko go wypytam. Ale tym razem dokładnie i szczegółowo...”
~ Mój Boże, Alucard...~ wyszeptała pobladła Integral. Ta beznamiętna relacja przebiegu leczenia wampira wstrząsnęła nią do głębi. Czy to naprawdę pisał jej przodek? Matko kochana, przecież to był potwór! Alucard, no zgoda, to wampir, więc siłą rzeczy... ale człowiek?! Szlachcic?! To taka jest historia jej rodziny? Wolałaby nigdy nie przeczytać tego fragmentu. Chociaż może...
- Van Hellsing?- Wychrypiał wampir, unosząc lekko głowę. Majaczył- Van Hellsing, ty sukinsynu, zapłacisz mi za to... dopadnę cię wszędzie... ciebie, albo twoją rodzinę... nigdy nie dowiesz się ode mnie ani słowa... nie pozwolę ci jej skrzywdzić... nigdy nie dotkniesz jej swoimi brudnymi łapskami... ukryłem ją... nie znajdziesz... ty potworze...
Głowa Alucarda znów opadła na twardy blat. Jego złowrogi, ochrypły szept ucichł, pozostawiając po sobie zawieszoną w powietrzu grozę. Integra nie mogła się ruszyć. Co to wszystko znaczyło? „Odbyliśmy małą pogawędkę”, „nie pozwolę ci jej skrzywdzić”, „nie znajdziesz”... o co tu chodzi? Co Abraham van Hellsing chciał zabrać Alucardowi? Z tych niewyraźnych słów wynikało, że była to... ale Alucard był wampirem! To nie możliwe, żeby interesował się jakąś kobietą do tego stopnia, żeby... Blondynka ostrożnie podeszła do sługi. Miał otwarte oczy. I nagle zorientowała się: jego źrenice były tak powiększone, że nie było widać tęczówek. Inte jeszcze bardziej zbladła. Musiała wyjść i się przewietrzyć, bo zwymiotuje. Wybiegła z lochów tak szybko, jak pozwalały jej na to drżące kolana. Zatrzymała się dopiero przy oknie w hallu, które otworzyła na oścież. Powiał lekki wiaterek. Całkiem ciepły... w końcu, wiosna w pełni. A ona właśnie odkryła mroczną tajemnicę, którą spowił cień minionych wydarzeń z przeciągu stu lat. Co takiego krył Alucard w zakątkach swojej pamięci? Co zrobił van Hellsing? Będzie musiała poszukać na kartach historii swego rodu… i w starej, zapomnianej bibliotece, znajdującej się pod rezydencją!
* * *
Kurczę, no i zaczął się kolejny wątek… no cóż, miałam zamiar dawno to skończyć, a tu się okazuje, że mam jakieś dalsze pomysły! A to niespodziewajka! A tak inną szosą, to milusia ta notka, no nie^^?
Pati
Nastrój:
tagi:
Z małą pomocą Kasi napisałam jednak notkę. Tak gwoli wyjaśnienia, to z yu-gi-oh wzięłam tylko jedno zdanie i 7 milenijnych przedmiotów, a to, co z nimi było trzeba robić i pułapki były moim wymysłem. Także to nie jest takie straszne ściągnięcie, tylko „pożyczenie” (nie wiem, kiedy oddamXD).
Rozdział 14
„Mors ultima linea rerum…”
„Śmierć kresem ostatnim wszystkiego”
* * *
A gdyby tak cofnąć się w czasie o dwie godziny…
Integral cicho weszła do laboratorium, gdzie na twardym blacie leżał Alucard. Walter i Victoria już godzinę temu poszli szukać remedium na „niewielki” kłopot, jaki dopadł jej sługę. Z dziwnym współczuciem popatrzyła na nieruchomą twarz wampira. Podeszła i odgarnęła mu z czoła kosmyk włosów.
- Co tam się stało?- Zadała pytanie, nawet nie licząc na odpowiedź.
~ Po prostu, nie byłem dość szybki…~ Alucard niespodziewanie odezwał się w jej głowie.
- Dlaczego nie mówisz normalnie?- Spytała Integral, cofając rękę.
~ Te cholerne nitki ściskają mi struny głosowe. A co, stęskniłaś się za dźwiękiem mojego głosu? Jak miło…~ Uśmiechnął się kącikiem ust wampir, pokazując ostry kieł.
- Echem… chciałam po prostu wiedzieć, kto mógł być na tyle potężny, by…
~ Zakon Smoka. Kiedy wyzdrowieję, odszukam ich wszystkich i wybiję sukinsynów co do nogi. Ale najpierw zajmiemy się okrągłym stołem … mrr…~
- O ile w ogóle wyzdrowiejesz. A jeśli będzie trzeba cię uśpić, tak jak zrobił to mój ojciec?
~ O to się nie martw blondyneczko. Twój ojczulek uśpił mnie tylko dlatego, że nie mógł nade mną zapanować. Stałem się zbyt potężny… samodzielny… i zachłanny…~
- Zachłanny? Jak to?- Zdziwiła się „blondyneczka”.
~ Może „zachłanny”, to złe określenie. Po prostu… szanowny sir Hellsing nie lubił, kiedy mu pomagano w sprawowaniu władzy w jego organizacji. Nie rozumiał, że beze mnie, byłby nikim. Żaden Hellsing tego nie rozumie.~
- Coś ci się pomieszało, wampirze.- Odparła chłodno kobieta.- Jesteś tylko SŁUGĄ.
~ Nie musiałaś aż tak akcentować tego ostatniego wyrazu, Integral. Nie widzisz, że to ja…~
Alucard przerwał w połowie zdania i zaczął się trząść. Hellsing nie wiedziała, co powinna zrobić.
- Mój Boże…- wyszeptała bezwiednie. Z ust wampira wyrwało się opętańcze wycie. Integra szybko przypięła go do blatu sznurami. Nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego zwykły kawałek linki może go uwięzić. Spojrzała na twarz wampira. Wykrzywiał ją paskudny uśmiech, a z oczu wyzierał głód… żądza krwi… Oblizał kieł i kłapnął szczękami.
- Hellsing…- W laboratorium rozległ się głęboki, hipnotyzujący głos. Wydawało się, jakby najmroczniejsze zakątki umysłu Alucarda uaktywniły się i zaatakowały Integrę. Kobieta poczuła, jakby obręcz zacisnęła się na jej głowie i próbowała zmiażdżyć. Właśnie przekonywała się, jak potężny jest jej sługa. Oparła się o zimną ścianę. Zimną, jak Alucard…
- Alucard… w imię Boga… nieczyste dusze żyjących umarłych… będą wygnane…
- Daj sobie spokój Integral. Nic nie zrobisz recytując formułkę, której nawet nie rozumiesz. Wiesz, na co mam teraz ochotę…?
* * *
- Poczułeś nagłą potrzebę edukacji, że tak zatopiłeś się w treści tych śmierdzących staroci?!
- To bezcenne dzieła! Mają setki lat!
- Wisi mi to! Musimy pomóc mistrzowi! Dzieje się z nim coś złego, czuję to!
- Przecież od razu zostawiłem wszystko i poszedłem za Tobą, kiedy tylko powiedziałaś mi o tym. Z resztą, Alucard nie jest dzieckiem, poradzi sobie!
Taka oto rozmowa toczyła się między lokajem, a policjantką. Wyszli właśnie z komnaty Alucarda i podążali w kierunku laboratorium.
- A co oznaczają te słowa? I po jakiemu to?- Dziewczyna wskazała palcem na niezrozumiały dla niej tekst zapisany w dzienniku van Hellsinga.
- To łacina. „Mors”, to śmierć. Ale reszta… hmm… dziwne.
- Co jest takie dziwne?
- O ile sobie przypominam, już chyba kiedyś słyszałem to zdanie… z resztą mniejsza o to. Ważne, by było skuteczne.
- I wiesz, jak się go używa?
- Victorio, w odróżnieniu od Ciebie, żyję na tym padole łez trochę dłużej niż ty. Nie masz monopolu na wszystkie mądrości świata tylko dlatego, że Alucard jest twoim mistrzem i wampirem.
- No i straciłam właśnie kontakt z mistrzem! Po prostu czad! Co on tam robi?
- Zaraz się przekonamy.- Odpowiedział Walter, gdy dotarli do laboratorium.
- Czekaj. Ja może wejdę pierwsza. Mnie w razie czego tak szybko nie załatwi, a ciebie owszem.
- Jak chcesz.
Victoria otworzyła srebrne drzwi, używając szmatki nasączonej specjalnym płynem i aż wzdrygnęła się, gdy zobaczyła stan wampira. Wokół niego unosiła się czarna aura, a sam Alucard, lewitując parę centymetrów na blatem stołu i prawie wyrywając dłonie ze stawów, wpatrywał się dzikim wzrokiem w słaniającą się na nogach Integral. Walter nie na darmo w młodości nazywany był Aniołem Śmierci, dlatego śmiało wszedł do laboratorium (uprzednio na wszelki wypadek robiąc szybki znak krzyża). Z kwasem mającym pomóc wampirowi w jednej ręce i dziennikiem van Hellsinga w drugiej, zaczął powtarzać:
- Mors ultima linea rerum, mors ultima linea rerum, mors ultima...*
Z każdym słowem Alucard uspokajał się i powoli opadł na blat stołu. Lokaj cały czas powtarzając nie do końca zrozumiałe dla niego słowa, rozciął wampirowi żyłę na ramieniu i wlał trzy krople roztworu w ranę**. Po kilkunastu minutach jedna srebrna nitka zaczęła „wylewać się” z szyi Alucarda. Towarzyszył temu zgrzyt wydłużających się kłów i cichy jęk wyginającego się w łuk wampira. Victoria poczuła tylko przebłysk bólu, na jaki narażony był jej mistrz, ale i tak skrzywiła się nieznacznie czując, jakby jej szyja płonęła żywym ogniem.***
Integral z pewnością nie należała do nadmiernie wrażliwych kobiet. Jednak gdy patrzyła na tortury, jakim poddawany był sługa, ogarnął ją żal, mimo iż niedawno na własnej skórze odczuła utratę kontroli nad Alucardem.
- Jeszcze 29 nici…- westchnął Walter, wlewając do gardła wampira krew z kryształowej fiolki.
- I te parę kropel krwi ma mu wystarczyć?- Spytała zdziwiona Integral.
- Cóż, stosujemy dietę…- Kąciki jego ust drgnęły- przecież już kilka razy musiał przeczekać bez jedzenia jakiś czas. Na przykład wtedy, gdy się na niego obraziłaś i zamknęłaś go w trumnie.****
- Pff…- Prychnęła blondynka.
- Hej, a czy mistrz zawsze będzie tak cierpiał? Chodzi mi o ten miesiąc leczenia.- Wtrąciła się Victoria.
- Z obserwacji van Hellsinga wynika, że po jakiś dwóch tygodniach powinien się trochę uodpornić. Tylko stopniowo należy zwiększać dawkę krwi. Teraz Alucard śpi i lepiej go nie budzić. Dla pewności mocniej związałem go sznurami.
- I te sznury normalnie da się zdjąć? Bez takich cyrków?- Upewniła się Integra.
- Tak, oczywiście. Tylko te srebrne nici wżynają się w ciało wampira, a sznury naturalnie odpadają.
„Bal w pierwszy dzień lata… czyli mam jeszcze dwa miesiące. Dość czasu by wyleczyć Alucarda o obmyślić plan, jak wywinąć się z małżeństwa…” Uśmiechnęła się krzywo Hellsing i chociaż dochodziła już piąta, postanowiła położyć się jeszcze do łóżka i trochę się przespać.
* * *
* Może wyda się wam to dziwne, ale właśnie słowa mówiące o śmierci będącej końcem, uspokajają oszalałego wampira.
** Moja chemiczka powiedziała, że na srebro dobry będzie kwas siarkowy i azotowy. Jak nie zadziała, to miejcie pretensję do niej XD.
*** Jak ktoś się jeszcze nie pokapował, to ona czuje to samo, co Alucard. Są tak złączeni umysłami i hmm… duszami. Nie wiem, jak to dobrze wytłumaczyć.
**** Patrz „Rozdział nadal 5”
Pati
Nastrój:
tagi:
Notki przez jakiś czas nie będzie. Nie mam ani weny, ani ochoty na pisanie.
Po prostu wczoraj został zagryziony mój ukochany piesek, dwuletni york. Może sądzicie, że przesadzam, ale to straszne stracić kogokolwiek, kogo się kochało. Apeluję do wszystkich właścicielek, ewentualnie właścicieli dużych psów: zakładajcie im kagańce, bo nie życzę żadnemu pieskowi, by skończył tak, jak Napoleon. Z przegryzionym na pół kręgosłupem, sparaliżowany i nie nadający się do niczego innego, jak tylko do uśpienia i oszczędzenia mu wielu mąk. Zatłukłabym takiego palanta, który wychodzi z wielkim bydlakiem na dwór, bez żadnej osłony na pysku. Zakładajcie psom kagańce!
Pati
Nastrój:
tagi:
Ech… zastałam się w pisaniu po prostu. To dlatego tak długo nie było notki. Ale teraz notka cała o Walterze i Victorii, więc jeśli ktoś nie lubi tego tematu, to nie ma co czytać. Dedykowane Kasi, bo Werusiowi się notka nie podoba…
Rozdział 13
Drzwi do pokoju wampira otworzyły się, skrzypiąc przy okazji niemiłosiernie. Victoria i Walter weszli do środka. W lochach było pioruńsko zimno, a co dopiero w komnacie Alucarda, mającej swój specyficzny klimat. Czuło się w niej obecność potężnego wampira, niezadowolonego z faktu, że jego sanktuarium zostaje naruszone. Victoria podeszła do hebanowej trumny i przesunęła ją.
- Walterze, zobacz!- Dziewczyna wskazała na trzy czarne kamienie. Przycisnęła kolejno drugi trzeci i pierwszy, tak jak poinstruował ją Alucard. Pod podłogą musiał być ukryty jakiś mechanizm, bo kamienie zaczęły rozsuwać się, formując w wąskie, strome schody.
- Czas zacząć grę…*- uśmiechnęła się złowieszczo wampirzyca. Lokaj i policjantka zeszli po nich ostrożnie, uważając by nie spaść. Po chwili znaleźli się w długim i ciemnym tunelu. Walter włączył latarkę, którą zapobiegawczo zabrał ze sobą, poczym ruszył długim tunelem (z Victorią jako przewodniczką). Doszli do rozwidlenia. Ceres wybrała lewy korytarz, ku zgrozie mężczyzny.
- Victorio, jesteś pewna…
- Walterze, dostałam wyraźne instrukcje od mojego mistrza. Zresztą, cały czas jestem z nim złączona mentalnie. Co z tego, że tu śmierdzi, jest ciemno i te czarne plamy na ścianie to krew?- Victoria uśmiechnęła się beztrosko, co dla lokaja w tej sytuacji było zdecydowanie nie na miejscu.
- Za bardzo upodabniasz się do Alucarda…- westchnął. Okazało się, że korytarz kończy się litą skałą.
- Ech…- pokręciła głową Victoria.
- I co teraz, geniuszu nawigacji?
- Kiedy van Hellsing budował ten tunel, nie wziął po uwagę inteligencji wampirów. A może raczej inteligencji mojego mistrza.- Policjantka przejechała ręką wzdłuż ściany, próbując wyczuć jakąś szparę. Po chwili z uśmiechem wsunęła dłoń w niewielkie zagłębienie i wyjęła mały kamyk. Mechanizm został odblokowany i skalna płyta przesunęła się w prawo, odsłaniając przejście. Walter już chciał ruszać dalej, ale na znak Victorii stanął w miejscu. Dziewczyna rzuciła przed siebie trzymany w ręku kamyk. Zaostrzone pręty spadły w miejsce dawnej ściany. Victoria bez trudu odgięła je, tworząc wąskie przejście.
- Abraham van Hellsing musiał być nadzwyczaj przyjemnym jegomościem…- wzdrygnął się Walter.
- Był jeszcze gorszym sadystą, niż mój mistrz. Mistrz jest wampirem, więc to normalne, że jest okrutny. Ale człowiek? Jak on mógł tak znęcać nad mistrzem?
- Och, biedny Alucard, bezbronny, słaby…- Ironizował lokaj.
- On nie może się ruszyć! Widziałeś, ile się przemieniał?! Jest strasznie słaby. To okropne… dla takiego wampira, jak mistrz to chyba najgorsza kara, jaką można było wymyślić. Hellsing… Pff…
- Pracujesz dla Hellsinga, Victorio.- Zwrócił jej uwagę Walter.
- I co z tego? O, to tu!- Policjantka zmieniła nagle temat, pokazując palcem na kamienną tablicę**, w której wyciosano postać mężczyzny. W jednym ręku trzymał krzyż Ankh, w drugim różdżkę, nogi zasłaniała waga, na szyi miał medalion w kształcie koła, niżej umieszczono małą piramidkę, na czole widniało oko bez powieki, a włosy podtrzymywała cienka złota przepaska.
- Ten krzyż… to jest związane z Egiptem. Na papirusach bogowie podziemi mają takie przedmioty.- Domyślił się Walter.
- Mistrz opowiadał mi o tym. Teraz należy przycisnąć je we właściwej kolejności, „a wtedy bogowie otworzą przejście do krainy umarłych”. Hm… najpierw przepaska. A właściwie to powinien być naszyjnik… pozwala widzieć przyszłość. Później krzyż- klucz do otwierania umysłów. Teraz oko- widzi grzechy. Następnie waga- waży dobre i złe uczynki. Naszyjnik w kształcie pierścienia- hm… on chyba jakoś steruje umysłami ludzi. Różdżka Setha- pieczętuje zaklęcie. I ostatnia- piramidka. No, mistrz jest genialny!- Kiedy Victoria po kolei nacisnęła wszystkie artefakty, kamienna płyta zgrzytnęła i odsunęła się.
- Hellsing miał fantazję…- Walter pokiwał głową z uznaniem. Gdy przekroczyli próg komnaty, ich oczom ukazała się wielka biblioteka-laboratorium. Lokaj jak urzeczony stał w miejscu, lecz po chwili podbiegł do pierwszego z brzegu regału i zaczął przeglądać tytuły. Nawet w bibliotece na górze nie ma tylu pozycji, co tu! I to nie byle jakich! Starożytne zwoje, wczesnośredniowieczne manuskrypty oraz… czarnomagiczne i heretyckie księgi. To ostatnie, to pewnie spadek po matce Integral, której pra, pra… prababka została spalona na stosie, jako czarownica. Jak Alucard mógł zataić istnienie tej komnaty? A Artur? Przecież przyjaźnili się…
Kiedy Walter myszkował wśród bezcennych dzieł, Victoria prowadzona telepatycznymi radami mistrza, podeszła do małego schowka, wyglądającego jak tabernakulum w kościele. Już miała dotknąć bogato zdobionych drzwiczek, kiedy usłyszała w umyśle:
~ Tylko nie dotykaj złotych drzwiczek. Inaczej sufit zawali wam się na głowy.~
~ No masz ci Meksyk, no to jak…~
~ Znajdź drewniane drzwiczki, ukryte za tynkiem. Wyszukaj małą szczelinę i wyszarpnij beton.~
~ To taka para butów…~
~ Butów? Gdzie tam masz buty?~
~ Mistrzu… czy Ty żyjesz w I wieku, czy XXI? To takie powiedzenie!~
~ Nie wymądrzaj się, tylko znajdź co masz znaleźć i wracaj. Aha, niech Walter nie dotyka ksiąg ze złotymi okładkami. Chcę, żeby miał wszystkie palce, kiedy mnie będzie leczył.~
- Walter, nie!- Lokaj właśnie wyjmował jakieś opasłe tomiszcze z regału pełnego złotych ksiąg. Zaskoczony rykiem swojej towarzyszki, upuścił jedną z nich. Uderzająca o kamienną posadzkę księga zwolniła zatrzask kłódeczki, którą spięte były okładki. Po podłodze polała się żółtawa ciecz, która zaczęła syczeć, dymić i… wyżerać kamienie!
- Co też Hellsingowie chcieli ukryć, bawiąc się w takie pułapki?
- Oh, jak dobrze, że mistrz mnie ostrzegł!- Odetchnęła z ulgą Victoria.
- Będę musiał mu podziękować. Co teraz mamy zrobić?- Odezwał się Walter, podchodząc do Ceres i przyglądając się jak dziewczyna odrywa kawałki ściany. Po chwili, oczom obojga ukazała się drewniana, lekko spróchniała skrytka. Victoria otworzyła drzwiczki i wyjęła ze środka gruby dziennik i do połowy pełną fiolkę jakiegoś mętnego płynu.
- No, za miesiąc mistrz będzie jak nowy! Co to właściwie jest?- Zainteresowała się policjantka.
- Hm… z tych notatek wynika, że to jest jakiś kwas…*** Najświętsza Panienko!
- Co się stało?
- Żeby rozpuścić srebro, które wżarło się w szyję Alucarda, trzeba wlać ten kwas do żył wampira!
* * *
* Cytat z „Yu-Gi-Oh!”^^
** Pomysł również zaczerpnięty z „Yu-Gi-Oh!” http://www.janime.info/
*** Nie za bardzo wiedziałam, w czym się rozpuszcza srebro, więc dałam kwas azotowy. Nie rozmawiam o moich wątpliwych zdolnościach chemicznych^^’
Pati
Nastrój:
tagi:
Mam nadzieję, że teraz nie zrobię tylu błędów. I notka nie będzie za nudna. A autokorektę to też czasem by szlag mógł trafić… A w związku z kulą, której uniknął tamten mnich, to po prostu zaczerpnięte z jednego filmu, za którym ostatnio szaleję.
Rozdział 12
Ceres siedziała z nogą założoną na nogę i czekała od dwudziestu minut na mistrza. Akcję mogła uznać z udaną, nikt nie poniósł żadnej szkody, prócz paru zadrapań i siniaków. Tylko gdzie jest Alucard? Przecież zawsze pierwszy uwijał się z robotą i przychodził jeszcze ponarzekać, że mu się nudzi. Nagle poczuła ucisk na szyi, aż spadła z kamienia, na którym siedziała. Chwilę potem w głowie usłyszała głos wampira:
~ Ceres!~
~ Mistrzu? Gdzie jesteś? Czekam już…~
~ Masz natychmiast się tu zjawić. Nie wszystko poszło tak, jak planowałem…~
~ Czy mistrz jest ranny?~
~ Owszem, a jeśli mi nie pomożesz, to za chwilę będę martwy i to ostatecznie. Nie muszę ci chyba mówić, co się wtedy stanie z tobą?~
~ A jak Cię znaleźć, mistrzu?~
~ Normalnie, tak jak cię uczyłem.~
- Hej, kapitanie, zbierz oddziały i odlatujcie do koszar. Ja wrócę może przed wami, a może po was. Nie mam pojęcia.- Victoria wydarła się w kierunku Pippina Bernadotto, zajmującego się niezmiernie kreatywnym kontemplowaniem stanu własnych paznokci.
- A co się stało, Victoria?
- Mały problem, nic strasznego. Lećcie!
- Rozkaz, Vinci!
- Nie mów do mnie Vinci!
- Oczywiście, Vinci!
~ Cholera by go wzięła…~
~ Poflirtujesz sobie kiedy indziej, policjantko!~
~ Idę już, idę. I wcale nie flirtuję tym półmózgiem!~
~ Niewątpliwie…
~ No, to próbujemy…~ Victoria szczerze nienawidziła przechodzenia między wymiarami. Na kilka sekund znajdowała się w… dziwnym miejscu. Na początku, kiedy Alucard ją uczył, nie chciała otworzyć oczu, ale zmieniła zdanie, kiedy zauważyła minę mistrza. Teraz portalami przechodzi tylko w nagłej potrzebie. A teraz chyba jest taka potrzeba, bo mistrz był taki… poważny? I to, że umrze… cholera, dla własnego dobra lepiej się pospieszy. Tylko gdzie to echo jego głosu? Jest. A gdzie się kończy? Też jest. To wyskakuje. Wyskoczyła z portalu i potknęła się o ciało ubranego w czerwoną szatę człowieka. Co prawda dziwny to człowiek, którego wnętrzności są raczej zewnętrznościami. No, ale tu był jej mistrz, więc można spodziewać się wszystkiego…
~ Ceres…~
- Mistrz!- Victoria przeraziła się na widok wielkiego kota z kawałkiem sznura na szyi.
~ Nie, świeżo zmartwychwstały Vlad Tepes.~
- Może się przemienisz, mistrzu?
~ Nie. Poluzuj trochę tę linę.~
- Jasne, mistrzu!- Węzeł był tak umiejętnie związany, że rozluźnił się tylko na parę milimetrów. Victoria zdziwiła się, bo może nie była tak silna jak jej mistrz, ale jednak była wampirem, czyli sznur dawno powinien być rozerwany! Może to przez te srebrne nitki…, ale mistrz uczył ją, co się robi. Tylko cały czas bała się tego sposobu…
~ Nie rozerwiesz tego. Tylko człowiek to wyciągnie.~
- To chyba trzeba by tak…
~ Ciekaw byłem, kiedy na to wpadniesz.~
- Jesteś straszny gbur, mistrzu.
~ Nie pozwalaj sobie, tylko do rezydencji, policjantko!~
- Jesteś niezmiernie uprzejmy mistrzu.- Powiedziała Victoria z wyrzutem.
~ Jak do tego doszłaś?~ Usłyszała w głowie ironiczny głos.
- No cóż, mistrz mi już kiedyś podarował „życie”, to ja mogę się teraz odwdzięczyć!
~ Jeśli tak to widzisz…~ Alucard warknął, kiedy Victoria założyła go sobie na plecy. Bogowie, przecież on ważył tyle co słoń! Wskoczyła w portal i po paru chwilach wylądowała w gabinecie Hellsing.
- Do wszystkich diabłów, Ceres, coś ty mi tu naznosiła!
- E, szefowo, to jest hm… jakby to powiedzieć… mistrz.
- To zdychające bydlę?
~ Licz się ze słowami, Integral.~ Usłyszała w głowie Integral. Aż otworzyła usta ze zdziwienia. To niby ma być ten potężny Dracula, leżący bezwładnie na podłodze przed jej biurkiem? Nigdy nie leczyła wampirów, tylko ewentualnie zabijała, albo im rozkazywała, więc nie wiedziała, co właściwie ma z nim zrobić. Należałoby wezwać Waltera. Biedak pewnie o 4 nad ranem śpi, ale jej sługa zdaje się, że właśnie „schodzi”. Tylko kto był na tyle potężny, żeby COŚ TAKIEGO zrobić? Zawsze uważała, że to nie możliwe. Zapukała do pokoju lokaja. Odezwał się zaspany głos:
- Słucham?
- Walter, to ja. Zaistniała dość… nietypowa sytuacja i jesteś potrzebny.- Zawołała przez zamknięte drzwi. Po chwili otworzył jej ubrany w długą, staroświecką koszulę nocną lokaj, który właśnie zawiązywał szlafrok.
- Nietypowa? To znaczy?
- Alucard jest w stanie ostatecznego rozkładu.
- Co?!
- No dobra, przesadzam. Na szyi ma jakiś sznur i… nie może oddychać to chyba niezbyt trafne określenie, ale w stosunku do człowieka byłoby właściwe. Aż go Victoria musiała na plecach przeteleportować, bo sam nie był w stanie.
- No, to ładnie. Ktoś się domyślił…- Westchnął Walter w drodze do gabinetu Integry. Kiedy otworzył drzwi, zobaczył rozciągniętego na dywanie wielkiego drapieżnika, bardzo powoli transformującego się w wampira. Zwykle zajmowało mu to nie więcej, jak trzy sekundy, a teraz z trudem mógł poruszyć choć jednym palcem. Walter już parę razy widział wampira w podobnym stanie. Kiedy pomagał Arturowi w eksperymentach na wampirze…
Choć Alucard w życiu by się do tego nie przyznał, strasznie cierpiał. Jedyny sposób, w jaki obca osoba mogła przejąć nad nim kontrolę, to zacisnąć mu na szyi tę cholerną pętlę z trzydziestoma srebrnymi niciami. Przez prawie 100 lat, jedynie z małymi przerwami, musiał znosić te sznury. Niech piekło pochłonie pieprzony Zakon i wszystkich Hellsingów! Kiedy ta Integral wreszcie zdechnie? Na razie musiał martwić się sam o siebie, czy przypadkiem nie zrobi tego przed nią Wiedział, że proces zdejmowania sznurów będzie trwał 30 dni. 30 dni tortur. Diabli nadali…
- …Będę zdejmował te sznury miesiąc.- W trakcie, kiedy wampir wspominał czasy Artura Hellsinga, między Walterem, a Integral toczyła się ożywiona dyskusja nad losem Alucarda. Z pomocą Victoria przetransportowali go do starego laboratorium. Wszystko wyglądało tak, jak kilkanaście lat temu, kiedy to Alucard obudził się z dwudziestoletniego snu.
- I będę mogła go z powrotem wysyłać akcje i tak dalej?- Spytała blondynka.
- Mam nadzieję. Bo jeśli się coś nie uda, to trzeba go będzie…
- Dobić?- Dokończyła Integral. Victoria, stojąca w koncie z niepokojem spojrzała na szefową. Jeśli zabiją mistrza, to ona… wolała nawet o tym nie myśleć.
- …Uśpić, Integral.- Walter zmrużonymi oczami popatrzył na Integrę. Czyżby zrobiło mu się żal tego wampira- sadysty?
~ Bardzo miło mi, że aż tak doceniasz 14 lat pracy dla ciebie, mistrzu. Prawie się wzruszyłem.~ W głowie Hellsing rozległ się ironiczny głos wampira.
- Mam nadzieję, że uda się go przywrócić do poprzedniego stanu.- Tak naprawdę Integral nie wyobrażała sobie sytuacji, w której miałaby zabić Alucarda- Nie chciałabym pozbywać się go w końcu był przydatny…
~ Aleś ty łaskawa, Integral…~
- Codziennie wyciągnę jedną srebrną nitkę. Jeszcze nigdy tego nie robiłem… szkoda, że Artur nie powiedział, gdzie znajduje się tajna komnata, w której schował notatki na temat swoich eksperymentów nad wampirem i dokumenty z czasów Abrahama van Hellsinga.
~ Aniele, ja wiem gdzie to jest~ W głowie lokaja odbił się echem głos ironicznie uśmiechniętego wampira.
~ Alucard, chyba żartujesz…~ Odpowiedział telepatycznie Walter. ~ Jak się o niej dowiedziałeś?~
~ Jest pod moją komnatą. Musisz odsunąć moją trumnę i nacisnąć trzy ciemniejsze kamienie w podłodze. Zobaczysz schody. Zejdziesz nimi i pójdziesz korytarzem, aż do rozwidlenia… dalej pomoże ci policjantka. Ja… nie mam siły.~ Przy wymawianiu tych słów Alucard skrzywił się. Po raz drugi w życiu był kompletnie bezsilny. Zdany na łaskę i niełaskę ludzi. Nienawidził tego uczucia. Nienawidził tych sznurów. Nienawidził Hellsingów. Nienawidził… w tym momencie chciał tylko zasnąć i zregenerować choć po części siły. Czeka go w końcu miesięczna rekonwalescencja…
- Integral, jest 5 nad ranem, idź połóż się do łóżka, Victoria i ja będziemy pracować nad metodą, jaką wyleczymy lorda.- Zakomunikował lokaj.
- Walterze, to ja tu jestem szefem…- próbowała protestować Hellsing.
- Szefowo, wybacz, ale tak będzie lepiej. Chciałabyś chyba, żeby mistrz wyzdrowiał?- Zaczęła przekonywać Victoria, która otrzymała już od swojego mistrza telepatyczne instrukcje dotyczące jej zadania. W końcu, ważyły się tutaj również i jej losy. Gdyby Integra zabiła mistrza…
- No dobrze.- Zgodziła się niechętnie blondynka. Nie lubiła, kiedy odsuwało się ją od czegokolwiek. Ale przywrócenie Alucarda do normalnego stanu było priorytetem, więc postanowiła nie oponować. I znowu czekanie…
* * *
Nie wiedziałam za bardzo w którym momencie skończyć notkę, ale na razie zatrzymam się tutaj.
I teraz chyba szybciej będę się uwijała z kolejnymi rozdziałami.
Pati
Nastrój:
tagi:
Ok, to w takim razie notka się pisze. Na specjalne życzenie Tomka;] Wiem, że daleko mi do tych wszystkich opowiadań, które czytam (w końcu zostałam o tym dobitnie uświadomiona), ale postaram się jak będę potrafiła najlepiej.
Pati
Nastrój:
tagi:
No, ta notka będzie trochę nieprzyjemna i skończy się PRAWIE tragicznie. Ale po prostu czytajcie. A referat mam boski, wyszło pięć stron, Times New Roman, 12. Jestem z siebie dumna. Poniekąd XD. Jaszcze tylko kilka notek, nie będę was więcej katować moją bazgraniną.
Rozdział 11
- Wołałaś mnie, mistrzu?- Spytał Alucard, stając przy biurku Integral i opierając się na nim jedną ręką.
- Owszem. Jedziesz... udajesz się w okolice Canterburry. Victoria z oddziałami już poleciała.
- Jest tam coś szczególnie ciekawego do zabicia? Bo może niepotrzebnie zwlekałem się z trumny.- Ziewnął wampir.
- Ghule zabija Victoria i żołnierze. Ty masz coś innego do roboty. No, chyba, że staną ci na drodze.
- Co? To co ja tam niby będę robił?!- Oburzył się wampir- Kupował pamiątki?
- Zmartwię cię, już wszystkie sklepy są pozamykane. Chyba, że chcesz do całodobowego, po pół litra. Tylko, że na służbie nie wolno pić, więc odpada zupełnie.
- Szczyn nie pijam.
- I dobrze. A wracając do Canterburry...
- I do pamiątek.
- ...to jest tam zamek. Stary, opuszczony, walący się...
- Tylko, że tam są pewnie duchy, a ja się boję duchów.- Zadrżał z udawanego przerażenia Alucard.
- ...a od całkiem wiarygodnego informatora wiem, że w podziemiach dzieje się coś, hmm niepokojącego.
- Integral, pewnie jakieś dzieciaki bawią się latarkami.
- Ale zawsze dzień przed takim zebraniem, ginie jakaś dziewczyna. Domyślam się, że dziewica.
- Uważaj, żeby ciebie nie porwali.
- I masz natychmiast tam się udać i sprawdzić co się dzieje!- Krzyknęła.
- Dobrze, już idę.- Wampir kiwnął głową.
- Alucard... ech i jak wrócisz, to dostaniesz nagrodę.- Integral westchnęła, jakby sama się sobie dziwiła.
- Ta, bukiet i czekoladki- mruknął pod nosem wampir, poczym znikł.
Integral położyła łokcie na blacie biurka, złączyła opuszki palców i oparła o nie czoło. Teraz mogła czekać. A tego nienawidziła najbardziej.
* * *
- Policjantka z oddziałałam już się bawi, a mnie Integral zostawiła jakieś dzieciaki, bawiące się w wampiry.- Zrzędził Alucard, przechodząc przez zawaloną w połowie ścianę zamku. Ze złości kopnął tabliczkę z napisem: "Wstęp wzbroniony, grozi zawaleniem"- Jak pieprznę coś w tę kupę gruzu, to rzeczywiście się zawali...
- Mówisz do siebie, wampirze? Chyba na starość ci się coś poprzestawiało, co?- Z ciemności wysunęła się postać, wcale niebędąca ani dzieckiem, ani wampirem. W dłoni Alucarda zmaterializował się piękny, czarny, lśniący Jackall. Dwa pociski pomknęły w stronę człowieka, lecz ten pewnie przewidział to i schował się za kamienną ścianę,
- Tracisz refleks, wampirze.
- A ty straciłeś rozum, że bawisz się w jakieś gierki z wampirem. Kim ty do cholery jesteś?
- Ładnie to się tak do duchownego odzywać?
- Iscariote? Nie, oni zaraz wyskoczyliby z biblią i święconą wodą.
- Iscariote? Hm... ciekawa nazwa, nieprawdaż? Może coś ci ona przypomina?
- Nie twój interes, klecho!- Alucard nagle się zdenerwował i to nie na żarty.
- Czyli jednak. A pamiętasz Zakon Smoka?
- Myślałem, że was wszystkich wybiłem.- Zgrzytnął zębami Dracula.
- Ogólnie, to tak. Zapomniałeś jednak, o ich spadkobiercach... Ten błąd drogo cię kosztował. Mój pradziadek pomagał van Hellsingowi. Myślisz, że skąd wiedział o twojej tajemnicy?
- Ach, więc chcesz... chcecie mnie zniszczyć. To rzeczywiście przykre. A jak zamierzasz to zrobić?
- Tak, jak złapał cię van Hellsing.- Mnich wyjął... lasso.
- Od tego czasu zmądrzałem, klecho.- Alucard uniknął rzuconej w jego kierunku pętli. Złapał za to za najbliższy jej kawałek i okręcił wokół szyi napastnika. Człowiek po kilku chwilach udusił się. Dla lepszego "efektu", został mu jeszcze złamany kark.
- Nie pokonaliście mnie wtedy i nie pokonacie teraz. I nie popełnię błędu sprzed pięciuset lat. Tym razem, wszyscy...- Alucard splunął na zwłoki.
Udał się w głąb korytarza, który coraz bardziej się obniżał. Napiął mięśnie i wyostrzył wzrok. Stwierdził po chwili, że chód człowieka jest dużo głośniejszy, niż powiedzmy, kota. Uśmiechnął się paskudnie, unosząc lekko kącik warg. Transformował się w ślicznego, czarnego kotka. Bo przecież jaguary są śliczne. Z tą małą różnicą, że ten był prawie dwa razy większy, trzy razy zwinniejszy i miał trzy razy dłuższe i ostrzejsze kły. Wszystko to składało się na ponad dwumetrową maszynę do zabijania. To zwierzę zdecydowanie bliższe było Alucardowi, niż pies. I "przechowywane" na specjalne okazje. A taka właśnie się nadarzyła. Znów ruszył miękkim, bezszelestnym krokiem, tym razem po suficie. Obracał kształtny pysk we wszystkich kierunkach, lecz niczego podejrzanego nie zauważył. Nagle dostrzegł nikłe światło za skrętem korytarza. Swoją szosą, długie te lochy. Już dawno był poza miastem. Ile tu jest? Z trzy kwadranse. Ile mu zajmie unieszkodliwienie wrogów? Trzy minuty. Przydałoby się jakiegoś kielicha walnąć, czy coś, nie? Tylko nie ma skąd wziąć... Spojrzał do komnaty poprzez szparę w ścianie. No ładnie: dwudziestu łajdaków siedzi, jak na szpilkach, z pętlami gotowymi do zarzucenia na szyję wampira.
~ O nie, moi państwo. Tak, to się nie będziemy bawić. Ja nie wziąłem broni... no, może nie licząc kłów i pazurów, ostrych jak brzytwy.~
Z głośnym rykiem wdarł się do komnaty. Na twarzach mnichów ubranych w czerwone sutanny z broszami w kształcie smoka zagościło przerażenie. Nie spodziewali się przecież dzikiego kota, wielkości hipopotama prawie! Szybko jednak ochłonęli, kiedy zobaczyli siedmiu towarzyszy bestialsko zagryzionych. Zaczęli ciskać sznury. Nie mieli jednak szans z nieziemsko zwinnym kotem- wampirem. Rzeczywiście, po trzech minutach zostało tylko dwóch ludzi. Jeden młody, drugi dużo starszy. Alucard przyglądał się obu, bijąc ogonem po bokach. Widać było potężne mięśnie, grające pod lśniącą, czarną sierścią.
~Kto pierwszy chce posmakować moich pazurów... smoki?~ Wysłał im telepatyczną wiadomość. Żaden z nich się nie odezwał. Lampart zrobił krok w kierunku młodszego mnicha, lecz w ostatniej chwili dopadł i zagryzł starego! Drugi, może domyślił się fortelu, i był tak zdesperowany, że rzucił w ostatnim momencie sznur w który wpleciono trzydzieści, srebrnych, cieniutkich nici. Nie uchroniło go to co prawda przed okrutną śmiercią, ale pętla się zacisnęła...
Alucard poczuł, jakby już trzeci raz w życiu się dusił. Upadł na kamienną posadzkę, zlaną posoką i zaczął chłeptać krew. Może to trochę go wzmocni. Nie pomogło drapanie pazurami, ani rzucanie się. Nie mógł się przemienić. Wreszcie osłabł tak, że nie mógł się poruszyć. Czy umiera? A więc to tak wygląda. Sznury wgryzające się w szyję i parzące skórę... Nie! Tak nie umiera prawdziwy wampir! Nie zdycha jak pies, pośród padliny! Krzyknął w myślach z całej siły...
* * *
No właśnie, co tam Aluś- lampart krzyknął? Zobaczymy w następnej notce^.^
Pati
Nastrój:
tagi: